Widziałam dziś Tomka na mieście. Szedł z jakąś dziewczyną, blondynką. Przez moment coś mnie tknęło, ale nie trwało to długo, więc raczej już o nim zapomniałam. Przynajmniej się upewniłam, że nie mam już, po co do niego dzwonić. Pewnie wróciła do niego ta stara zawiedziona miłość, czyli Tomek to tylko przejściowy epizod, nic wielkiego, jak zwykle za mocno przeżywałam ten chwilowy kontakt. Niby na nic nie liczyłam a jednak był moment, że mnie już mocno sobą zajął. Nie już wcale go nie potrzebuję, on jest typem człowieka, który potrafi tylko przynieść zawód, wprowadza tylko chwilowe zamieszanie, które mnie akurat w tamtym czasie było potrzebne, ale on jednak nie mógłby być moim przyjacielem, z czego zresztą zdawałam sobie sprawę od samego początku. On już przy pierwszym spotkaniu stawiał siebie jako stronę poszkodowaną przez życie, która nie zniesie kolejnego zawodu, ale nie wziął pod uwagę, że ja tym bardziej nie chcę doznawać takich uczuć, ja nie chcę być ta stroną mocniejszą psychicznie, nie jestem w stanie nikomu „matkować”. Ja też potrzebuję kogoś silnego, który to mnie będzie w stanie wydźwignąć z jakiejś wewnętrznej rozterki. On nie brał tego pod uwagę i w ten sposób wymalował siebie jako zwykłego egoistę. Innego typu niż Michał, ale jednak również egoistę. Dlatego ten związek niezależnie od jego charakteru nie mógł istnieć.
Już się nie mogę doczekać przyjazdu Francuzów. Jeszcze dodatkowo obejrzałam film o Napoleonie i przypomniałam sobie jego romans z panią Walewską to w ogóle nabieram do nich sympatii. Szkoda, że tak słabo znam francuski, ale to się musi zmienić, chociaż ten język muszę jako tako poznać. Ciekawe czy doszedł do Romana już mój list. Pewnie są w nim błędy, ale trudno. On musi to jakoś przeżyć. Och żebym się tylko na nim nie zawiodła, żeby to nie był zwykły prostak tyle, że z innego kraju. Znów nie mogę się wydobyć z marzeń. To przez tego Tomka, wieczór i muzykę. Ostatnio nawet w radiu ciągle leci taka liryczna muzyka, że nie sposób się temu oprzeć. Czyż to nie byłoby piękne zakochać się w kimś, czuć jego obecność, bliskość? Czy i mnie kiedykolwiek będzie dane to przeżyć? Już nie oczekuję tego jak zbawienia, po prostu żyję, zauważyłam nawet, że robię się jakby śmielsza i złośliwsza. Nie wiem, czemu tak się zmieniam ostatnio często jak rozmawiam jestem wręcz cyniczna, oczywiście nie zawsze, ale jest w tym jednak coś niepokojącego. To jest jak obrona, ale przecież nie jestem atakowana, więc czemu tak się dzieje? Widocznie mam taki charakter.
W piątek są połowinki i ma zupełnie kobiecy problem; w co ja się ubiorę? Dziewczyny kupują jakieś nowe kreacje i buty a ja już wszystko wydałam i w sumie nie bardzo wiem co ma zrobić. Nie wiem jak się będę tam bawić, pewnie beznadziejnie nie umiem tak naprawdę tańczyć w parach tylko sama a sama to sobie mogę potańczyć w domu. Zresztą pewnie będę zupełnie sama, albo będzie przy mnie Marta z Przemkiem i jeszcze Wioleta, bo ona ostatnio sprawia wrażenia jakby mnie lubiła. No i co przyjdzie mi siedzieć w tym towarzystwie całe połowinki. Wątpię czy ktokolwiek mnie poprosi a nie daj Boże, żeby to był Sebastian. Coś czuję, że te połowinki będą beznadziejne.
Wednesday, December 23, 2009
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment