Wednesday, April 9, 2014

92.09.19



Chyba się przeziębiłam, czuję się beznadziejnie, szczęście, że Gniewek nie przyjechał w tym tygodniu. Boli mnie głowa, mam katar. Nie wiem czemu przypomniał mi się Adam. Jezu ale to było jednak coś niesamowitego. Taka nagła namiętność, która mogła się skończyć bardzo przykro. Przecież on mnie prawie zgwałcił, gdybym tylko była troszkę słabsza już byłoby po mnie. On potrafi bałamucić kobiety a tak niewinnie wyglądał, na dodatek był ode mnie młodszy. Pamiętam to szaleństwo zakryte mrokiem nocy w małym zbulwersowanym tą całą historią namiocie. Teraz wszystko wydaje się być takie nierzeczywiste jakby to przeżywała zupełnie inna osoba. Dobrze, że miałam na tyle silną wolę, żeby mu się oprzeć. To bliskie spotkanie miało w sobie chyba najwięcej jakiejś drapieżności i niebezpiecznego uroku. Przecież ja tego człowieka doprowadziłam niechcący prawie do szału a chciałam tylko, żeby mnie trochę wycałował i przytulił w nocy. A tu wszystko wyglądało zupełnie inaczej. On mnie jednocześnie zdenerwował, może i roznamiętnił ale jednocześnie spowodował, że byłam zła i musiałam z nim walczyć, chociaż to też trochę mi się podobało. On był stanowczo zbyt szybki za bardzo pewien tego co powinien robić, żeby „zrobić mi dobrze”, jak to określił. Ale wybroniłam się od jego rąk, to nimi tak mnie zdenerwował. Czułam się bezpieczna jak byłam jeszcze w ubraniu wtedy to była tylko dzika, ale przyjemna zabawa, ale jak on wprost zerwał ze mnie spodnie to byłam już prawie wystraszona. Chociaż on starał się mnie uspokoić  mówiąc, że jestem piękna, ale wtedy przesadził, właśnie wtedy coś mi powiedziało stop i odrzuciłam go, tę całą namiętność, to wszystko razem i szybko spowrotem się ubrałam. Ale pamiętam jeszcze tą nachylającą się sylwetkę, tą kotłowaninę jak z jakimś dzikim zwierzęciem chociaż momentami nie wiem już kto był bardziej dziki on czy ja. Ale jedno co pamiętam bardzo dobrze to rzeczywiście wspaniałe pocałunki. Pod tym względem naprawdę się dobraliśmy. Jego usta była naprawdę przyjemne pod tym względem był idealny i było w tym coś z delikatności, także gdyby nie był do tego tak nachalny to mogłabym się w nim nieźle zakochać właśnie po tych pocałunkach. To spotkanie z nim uświadomiło mi, że właśnie taka czysta namiętność, zrodzona przypadkowo i zupełnie niespodziewanie może i byłaby równie przyjemna jak trwały związek, w którym przynajmniej teoretycznie podstawą jest miłość. Na własnym przykładzie mogłam się przekonać, że sex wcale nie jest ściśle związany z miłością.  Ale ja nie chcę tyle krótkich chwilowych przyjemności. To nie w moim stylu. Wolę poczekać na kogoś kto nie będzie mnie traktował jako kolejną zdobycz ale dla kogo stanę się kimś najważniejszym w życiu i nawzajem. Ja poczekam sobie jednak na tą miłość. Lubię chorować bo wtedy leżąc w łóżku i słuchając muzyki zawsze przypominam sobie różne przyjemne rzeczy. Teraz znów wspominam Gniewka. To przez muzykę Led Zeppelin. On jest jednak zupełnie wyjątkowy. Z nim wszystko zaczęło się od sympatii i właściwie nadal głównie na tym opiera się nasza znajomość. Chociaż też przeżyliśmy  coś trochę innego. Ale to było takie spokojne, tak jak zresztą i cały Gniewek jest chodzącym spokojem. To miało w sobie coś z dziecinnej zabawy. To było prawie śmieszne, chociaż bardzo miło to wspominam. Wszystko przez ten alkohol, muzykę Led Zeppelin i sprzyjające warunki – puste mieszkanie i dwoje ludzi bardzo pozytywnie do siebie nastawionych. Pamiętam tylko tyle, że nagle zaczęliśmy się całować. Tak tańcząc całowaliśmy się chyba przez pól godziny. W końcu skończyła się kaseta i zapanował zmrok, też nawet nie wiem kiedy. Później się wywróciliśmy i dalej całowaliśmy. W ogóle nie mogliśmy przestać, dopiero po dwóch telefonach Gniewek w końcu zdecydował się odebrać i zresztą okazało się, że to dzwoni moja mamuśka bo się niepokoiła i chciała żebym już wracała. Jejku ile czasu myśmy się całowali? Chyba ponad godzinę albo więcej, naprawdę nie jestem w stanie ocenić ale właśnie to te pocałunki tak nas pochłonęły, że zupełnie nie było nam już nic więcej potrzebne. Tak to właśnie było z Gniewkiem. Jego pocałunki tez były bardzo przyjemne i z nim czułam się całkowicie bezpiecznie. Tak bym chciała, żeby on jednak przyjechał za tydzień. Może nawet lepiej, że jeszcze nie będzie Artura, on by chyba trochę namieszał. Gniewku przyjedź w piątek słyszysz? Mam tylko nadzieję, że wyzdrowieję do tego czasu i że nic mi nie wyskoczy na ustach bo ostatnio właśnie miałam coś takiego jak to się powtórzy to się załamię.

92.09.18



Byłam dziś w kinie na „Obcym III” świetny film, czyli sama też sobie jakoś radzę. Nie potrzebuje nikogo, żeby się wybrać do kina. Pewnie, że przyjemniej byłoby z Tomkiem, ale cóż, Tomek wyjechał a reszta jest do kitu. Najlepiej, że będzie osiemnastka u Pawła w przyszłym tygodniu, byłoby cudownie jakby w tym czasie przyjechał Gniewek, naprawdę bardzo bym się ucieszyła. Wreszcie miałabym chłopca do pary i to Gniewka tego najsympatyczniejszego, ta osiemnastka byłaby wspaniała. On musi przyjechać w przyszłym tygodniu i już. A Artur ma wrócić dopiero po 29, także jeszcze sporo czasu. Tak bym chciała, żeby Gniewuś za tydzień przyjechał.

92.09.17



Dochodzę do smutnego wniosku, że stanowię jednak beznadziejny przypadek. Z jednej strony wszystko mi wisi jestem spokojna, nigdzie się nie angażuję a z drugiej strony popadam w kompleksy. Dziś na historii Bartek i Marek tak ładnie wykładali a ja pomyślałam sobie, że ja bym tak nie potrafiła. Może nauczenie się nie jest aż tak problematyczne ale to opowiadanie przed klasą. Ja się nie potrafię prezentować publicznie. Wtedy cała się trzęsę, denerwuję, mylę i tak właśnie to wygląda ale to wydaje mi się okropne, że taka jestem. Czy można być jednocześnie niezaangażowanym do życia i olewającym flegmatykiem oraz zakompleksiałym nerwusem? Tak samo jak czasami uważam siebie za dość atrakcyjną dziewczynę, która stać na wiele i która może od życia dużo oczekiwać a znów innym razem tracę jakąkolwiek wiarę w siebie i dochodzę do wniosku, że jestem głupia i pewnie nigdy nic nie osiągnę zostanę najprzeciętniejszym człowiekiem na tej ziemi. Dziś mam chyba jeden z tych gorszych dni bo smutno mi jakoś bez konkretnego powodu i wydaje mi się, że wszyscy są lepsi ode mnie. Posłuchałam sobie Świąteckiej i już mi trochę lepiej. Przecież to wszystko jest mało ważne, przecież ja dalej jeszcze tylko czekam, to jeszcze nie jest życie. Przecież podstawą życia jest miłość a ja jeszcze tego nie przeżyłam, więc co mogę wiedzieć o życiu czy szczęściu. A te wszystkie drobiazgi którymi się teraz przejmuję są po prostu mało ważne, tak samo jak nieważni są ci wszyscy zadufani w sobie egoiści, nie chcę mieć z nimi nic do czynienia. Jedynymi ludźmi, którzy cos dla mnie znaczą to Gniewek, Ronan i Tomek, chociaż z nim to rzecz niepewna za mało go jeszcze znam i zresztą on się już nie odzywa. Ale to wszystko jeszcze nie jest miłością to mogą być jedynie jakieś nieśmiałe pierwsze kroki w jej kierunku albo forma zapełnienia tego oczekiwania. Tylko w takim razie co za różnica czy będę czekała w Polsce czy w Paryżu? Ale jakoś tak już nie mogę wytrzymać jeśli będę tu dłużej siedzieć to prędzej się zabiję niż doczekam czegokolwiek. Jedyne co mnie jeszcze trzyma przy życiu to właśnie zmiany, jakieś podróże, nowi poznawani ludzie, bez tego umieram. Gdy cos ulega zmianie to na chwilę zapominam o tej samotności i braku miłości, zastępują ja te nowe znajomości, wrażenia, przygody, drobne czułości przechodzące w przyjaźnie, wtedy już jest lepiej wtedy nie tracę zupełnie sensu życia. Nie wiem jak dożyję do lata. Cały rok męki. Zupełna pustka, żadnych zmian, żadnego uczucia, tylko ta wprawiająca w kompleksy szkoła i grono zatwardziałych w ocenie swej wyjątkowości i wyższości ludzi. Obym tylko zdała ta maturę nie ważne już na jakie oceny oby tylko się stąd wyrwać.
A już mi przeszły te głupie myśli, to , że się nie potrafię wspaniale prezentować publicznie nie znaczy że jestem głupia, to tylko nerwy i lenistwo. Zresztą i tak uważam, że nie jest ze mną jeszcze najgorzej a tak poza tym to całe życie zależy od nas samych. Jeśli ktoś jest organiczony to trudno mu zrozumieć, że ja nie widzę większego sensu w kuciu i ryciu wszystkiego tego co sewują nam w liceum a pomimo tego mam wielkie plany wyrwania się stąd daleko w świat i przebywania wśród ludzi na odpowiednim poziomie i to nie tylko intelektualnym ale przedwe wszytkim kulturalnym i tacy ludzie właśnie mnie doceniają. Mam w nosie cały ten olsztyński kołtunizm, tych wszystkich pseudogeniuszy, tych wszystkich pięknych, mądrych i wspaniałych chłopców, te dziewczyny, które widzą świat na odległość jaka dzieli je od podręcznika z fizyki. Nie lubię tego miasta,, nie znalazłam tu jeszcze nikogo z kim bym mogła o czymkolwiek porozmawiać. Ja chcę do Gniewka i Tomka i Ronana. Tylko oni są w stanie mnie zrozumieć i docenić. Tylko oni sprawiają, że wierzę jeszcze w pozytywne zakończenie tej historii.
Po prostu muszę stąd wyjechać z tej parszywej dziury, nie wiem jak ludzie mogą tu żyć, że się nie poduszą własną małostkowością i pseudointelektualizmem, mnie się tu jedynie chce wyć!
Jedyna rzecz, która tu jeszcze cieszy to jeziora, tu miejscami jest pięknie ale sam krajobraz nie wystarczy do życia. Muszę stąd uciec jak naajszybciej wolę sie tułać po świecie przez całe życie niż żyć tutaj w tym wygdybanym komforcie i rodzinnym domu. Chociaż to wcale nie znaczy, że  mam gdzieś rodziców, że nie mam tu ciepła i miłości. Wcale nie kocham ich wszystkich zwłaszcza mamę i jeśli się stąd wyrwę to i ją wyprowadzę z tego błędnego kręgu codziennej egzystencji. Muszę znów uciec w swój świat marzeń, nie potrafię pogodzić się z tą rzeczywistością. Ona mi po prostu nie odpowiada. Może kiedyś spełni sie moje jedno z największych marzeń i zostanę malarką w Paryżu? Choćby przez rok, jeśli miałabym to mieszkanie to oprócz nauki języka kupiłabym sobie komplet farb olejnych i może nawet Tomek nauczyłby mnie malować na płótnie kto wie? A może poszłabym tam na jakieś studia malarskie? Najpierw muszę tylko tam się znaleźć, tylko czy Tomek faktycznie jest moim przyjacielem czy mnie oleje. Wtedy wiele spraw może nie wyjśc tak łatwo. No ale jakbym sie bardzo uparła to może sama też sobie poradzę. W końcu trochę już ten język znam. Może i ciężko będzie samej ale chcę tego chcę tam pojechać i już.

Tuesday, April 8, 2014

92.02.16



Przypomniał mi się Stożek. Jednak tam było bardzo fajnie, mogłabym tam pojechać jeszcze raz. Najlepiej na całe 2 tygodnie. Ciekawe jak to będzie jechać z bratem już odzwyczaiłam się od jego opieki nie wiem czy mogę się do tego łatwo przyzwyczaić. Mam nadzieję, że nie będzie się mną zbytnio przejmował i pozna tam jakąś sympatyczną dziewczynę. Już się za nim trochę stęskniłam, pomimo tego, że ostatnio okropnie mieszał w moim życiu. On jest jednak zupełnie inny niż ja, przede wszystkim przeraża go postępujący u mnie proces zaniku ambicji. Jestem zbyt leniwa, żeby bawić się w tego typu rzeczy, a on zrobił się dla odmiany bardzo ambitny a ostatnio nawet pracowity, już tej postawy zupełnie nie mogę zrozumieć. No ale pomimo tych drobnych różnic jesteśmy raczej udanym rodzeństwem. Kochamy się i rozmawiamy ze sobą. Chociaż nie wiem czy byłoby mądrym posunięciem powiedzieć mu o moich paryskich planach, on może tego nie zrozumieć i znów cos namiesza, także zobaczy się.
Wysłałam list do Ronana. Oprócz tego przekonałam się, że Sebastian  jest głupim chamiskiem. Poprosiłam go żeby sprawdził mi coś z niemieckiego a on odpowiedział, że mu się nie chce. Wstrętny cham już o nic go nigdy nie poproszę.
Stęskniłam się już za kochanym Gniewusiem no i za Tomkiem też chociaż na sam koniec on już zaczął mnie trochę denerwować, zrobił się zbyt pewny siebie, właściwie to wcale nie jestem pewna czy nie wystawił mnie do wiatru. Całkiem możliwe, że już o mnie zapomniał a te wszystkie obietnice były tylko po to żeby mnie zachęcić. Ale myli się Tomek jeśli myśli, że go będę o cokolwiek prosić jeśli sam mi załatwi to mieszkanie to się będę cieszyć a jak nie to i z tym się pogodzę i jakoś sobie sama poradzę. Nie będzie jakiś snobuś choćby najsympatyczniejszy moja wyrocznią i jedyną droga na szeroki świat. Ja jak się uprę to wyjadę i bez jego pomocy.
Jednak Gniewek jest lepszy od Tomka przede wszystkim nie jest zarozumiały no ale za to może troszkę zbyt flegmatyczny. Tylko, że ja w jego towarzystwie czuję się po prostu bosko, to jest pełny luz. Ja przy nim odzywam i odpoczywam. No ale Tomka też bardzo lubię i właściwie z nim łączy mnie coś bardziej erotycznego. W Gniewku widzę ciągle głównie przyjaciela kochanego ale przyjaciela. Jestem tylko ciekawa jak on na to patrzy ale chyba podobnie.

92.09.15



Tak mi jakoś niewyraźnie, nie wiem czemu, ale czuję się jakoś idiotycznie. To nie są żadne wyrzuty sumienia, czy nawet doskwierająca pustka naukowego intelektualizmu, ale jednak coś jest nie tak. Może to przez geografię, na której wymyśliłam aferę ze statkami, które przeterminowane odkupujemy z zachodu i które nie są wpuszczane do portów europejskich. Na lekcji każdy miał przygotować jakiś przykład złego obchodzenia się ze środowiskiem no a za brak takiego przykładu facetka zaczęła wstawiać minusy no to ja broniąc się wymyśliłam ta historyjkę, która zresztą a przynajmniej podobną gdzieś słyszałam, ale chyba trochę przesadziłam bo facetka zrobiła wielkie oczy i zaczęła dyskutować, że to musi być jakaś afera bo nie słyszała, żeby takie rzeczy działy sie w Polsce, że owszem są kraje innej bandery np. Libia ale nie Polska, a ja jej tu wmawiam, że u nas też odchodziły takie numery. Najgorsze jest to, że ona chce żebym jej przyniosła artykuł na ten temat, bo ją zainteresowałam i chciałaby się przekonać czy to prawda. Boże skąd ja jej wezmę artykuł którego nie ma, chyba że sama go napiszę. Mam nadzieję, że za tydzień po prostu nie będzie pamiętać, ale że trochę narozrabiałam to fakt. Jednak nie można bujać zbyt mocno bo nauczyciele zbyt mocno biorą to sobie do serca. Jutro może być sprawdzian z matmy a mi nie chcą wyjść przykłady na obliczanie pochodnej logarytmicznej to pewnie znów zacznę rok szkolny od tradycyjnej pały z matmy. Z fizyki też nie udało mi się niczego nauczyć, jednak przechodzenie elektronów między jakimiś poziomami energetycznymi atomów jest naprawdę mało wciągające i nie pobudza mojej wyobraźni. Chyba znów za bardzo zaczęłam się tym przejmować. Zauważyłam, że jak wczoraj był pierwszy w tym roku sprawdzian z niemieckiego to tak się przejęłam że aż moje ręce popadły w stan chwilowego roztrzęsienia, przez to bazgroliłam okropnie i porobiłam trochę błędów chociaż ściągałam. także nie spodziewam sie wysokich not. Oprócz tych przykrych spraw obchodziłam dziś z rodzicami ich 30 rocznicę ślubu i w związku z tym dokonałam degustacji pewnego francuskiego wina czerwonego z serii wytrawnych a potem osłodziłam swe podniebienie ponczówką z coctailbaru. O jeszcze dotarła do nas wiadomość, że Artur po 20stym schodzi ze statku. Także całkiem możliwe , że juz w przyszłym tygodniu tu dotrze. Nie wiem co będzie jeśli dojdzie do bezpośredniej konfrontacji między nim a Gniewkiem ale mam nadzieję, że to spotkanie będzie miało charakter przyjacielski. Chciałabym, żeby Gniewek przyjechał juz w ten piątek ale to raczej niemożliwe bo dziś dopiero wysłałam karteczkę.