Friday, December 18, 2009

90.12.14

Coś okropnego mam dziś strasznie niepewny dzień, a wszystko poszło o 7 dniowy wyjazd w góry, niby Michał mi proponował, ale to było takie mętne i sama nie wiedziałam, czy to jest realne, bo akurat rodzice nie mają za dużo pieniędzy no i jeszcze sprawa sprzętu. Oprócz tego Michał ma dar zniechęcania mnie do wszystkiego, no bo tak to mówił, że on jedzie z Miszą no i jakbym chciała to bym też mogła ale mówił to takim tonem, że w ogóle nie brałam tego na serio, aż tu dziś wyskoczył, że spotkał stare koleżanki z klasy i one tez jadą pobiegł do Justyny, żeby tez jechała i ona oczywiście zaraz wpłaciła forsę, no i ja jak zwykle poczułam się jakaś odsunięta. Być może sama stworzyłam wokół siebie taki mur ale i oni się głupio zachowywali. Michał mnie jeszcze dobił jak powiedział, że najwyżej pójdę do Marty na Sylwestra. Miałam ochotę wsadzić go do rozpalonego kotła taka byłam na niego wściekła, ale powiedziałam tylko to czego on nie znosi, żeby się odwalił. Nie wiem czemu ale poczułam, że jak nie pojadę to dużo stracę. Nie tylko Michała, który pewnie będzie oczarowany Justyną bo on dla mnie i tak już jest skończony ale dużo więcej. Stracę dosłownie wszystko, cały ten rok będzie zmarnowany, znów będzie tylko nauka, szkoła, dom, szarość, beznadziejność a tu nagle jest coś co może to zmienić tydzień, dzięki któremu znów będę mogła poczuć się sobą ta wesołą i towarzyską. Dlaczego mam to stracić? Tylko przez moje głupie opory, że jak Michał tak chętnie zaprasza Justynę to ja jestem tam już zbędna? Nie nie mogę być taka. Przecież nie jadę tam dzięki niemu, jadę bo jest taka możliwość jadę się trochę rozerwać i rozbawić. W końcu co ja mogę mieć innego w tym życiu? To jest moja ostatnia deska ratunku.

No comments: