Coś Tomek nie dzwoni.
Właśnie był u mnie, zrobił mi niespodziankę czasem wydaje mi się, że dopiero w jego towarzystwie zaczyna naprawdę poznawać sama siebie i to jest coś pięknego. Jedyne, co mnie martwi to fakt, że jednak za mocno to przeżywam. Nagle pojawia się ktoś, z kim mam coś wspólnego, trochę go poznaję i już to on zajmuje w moim życiu główne miejsce. Ja się we wszystko za bardzo angażuję, wiem, że źle robię, bo znów się zawiodę, wiem, że to nie jest żadna miłość ani nawet zauroczenie. To jest raczej potrzeba obecności tej drugiej osoby, z którą się tak dobrze czuję. Tomek jest pierwszym człowiekiem, którego przedłużająca się wizyta w ogóle nie jest uciążliwa, to jest ktoś, kto zawsze mógłby być obecny, ale wiem, że to niemożliwe, Tomek ma tysiące znajomych, których nie może zaniedbać, ma miliony spraw, wśród których może zapomnieć, że ja w ogóle istnieję. On mi daje dużo przez samo to, że jest od czasu do czasu, ale to zbyt mało, żeby mógł dla mnie znaczyć wiele. Chociaż jednocześnie angażuję się w tę przyjaźń i to jest właśnie niedobrze, że ja wtedy żyję tylko ta przyjaźnią i zapominam o innych sprawach. On powiedział, że miłość to jest coś, co doszczętnie niszczy człowieka, bo wówczas nawet trzy dni z dala od ukochanej osoby stają się raną gorsza od życia, w którym w ogóle nie ma miłości. Ja to nawet w zwykłą znajomość angażuję się za bardzo, to mnie zupełnie pochłania i czepiam się tego jak deski ratunku żeby znów nie być zupełnie samej w tym oceanie ludzkiej brzydoty, chamstwa i niezrozumienia. Jednocześnie wiem, że to nie ma przyszłości, wiem, że chociaż Tomek mówi, że jest gotów dać bardzo wiele, to jestem pewna, że rozdzieli to pomiędzy ludzi i dla mnie zostanie z tego tylko cząstka tak niewielka, że żal i pewnego rodzaju rozczarowanie będzie większe od tego daru. Jednak chcę, żeby Tomek ze mną był i rozmawiał bo już raz tego zaznawszy nie chce się tego łatwo pozbywać. Nie chcę znów znaleźć się zupełnie sama, jeśli teraz mogę z kimś rozmawiać. W ogóle nie obchodzi mnie jego przeszłość, ani tez tak bardzo przyszłość, chociaż trochę się jej boję. Wiem, że on prawie wcale się w to nie angażuje, jestem dla niego osobą, której może zaufać, jestem takim przyczółkiem dla zbłąkanego umysłu. Na pewno nie przeżywa tego tak mocno jak ja, bo on ma pełno innych, których może wstawić na moje miejsce, może nie jest aż tak źle, ale jednak wiem, że nie jestem centrum jego myśli i wydarzeń. On tez nie jest moim, ale jednak często o nim myślę, raz lepiej raz gorzej, ale teraz prawie wszystko obraca się wokół niego. Może, dlatego, że do tej pory nie znalazłam w moim życiu niczego ważnego a on jest taki inny, może dlatego, że nie ma nikogo innego a każdy chłopiec zajmuje jakiś kawałek mojego życia i dopóki nie zjawi się ktoś inny, lepszy od Tomka albo doki nie zawiodę się na nim lub po prostu rozczaruję lub znudzę, chociaż myślę, że to ostatnie jest najmniej prawdopodobne, będzie on niestety, czy tego chce czy nie obecny w moim życiu i to dość intensywnie. Ta obecność może być bardziej urojona niż rzeczywista, ale jednak jest to coś, co jest silniejsze ode mnie. Chociaż przecież nie jestem nim ani oczarowana, ani tym bardziej zakochana, po prostu jest dobrze, kiedy razem rozmawiamy. Jednak wiem, że jak tylko pozna dziewczynie, o której będzie myślał poważnie to zniknie z mojego życia, jak już zresztą raz to zrobił i zostanie tylko miłym wspomnieniem, może nawet raz na jakiś czas się spotkamy, chociaż to wcale nie jest pewne. Chciałabym mniej się nim zajmować, zapominać o nim zupełnie i dopiero kiedy się zjawia czuć jego obecność, chociaż z drugiej strony dlaczego mam nie zajmować się kimś kto jednak sam wchodzi w moje życie i wypełnia szarość i otchłań. Jeżeli będę pamiętać, że jestem dla niego tylko taką chwilowa pokrewną duszą” a nie kimś najważniejszym to przecież mogę wchodzić w tą znajomość jak tylko głęboko zechcę, bo ona mi coś daje.
Saturday, December 19, 2009
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment