Saturday, December 19, 2009

91.03.26

Mam dzisiaj wyjątkowo podły nastrój, na dodatek na pierwszej lekcji chemii wyrwała mnie do odpowiedzi i dostałam mierną. Znów już niczego i nikogo nie jestem pewna. A jeszcze mam tak dużo nauki przed sobą, zbliżają się powtórki z całego roku. Załamanie kompletne, zupełnie nie wiem jak ja to wytrzymam, znów mam tyle zaległości, połowa klasy chodzi na jakieś korepetycje, tylko ja ciągnę jakoś sama, ale teraz już po prostu nie jestem w stanie sama pojąć niektórych rzeczy. Ta fiza i matma jest teraz prawie czarną magią. Jak ja się tego wszystkiego nauczę? W pewnym momencie w szkole pomyślałam sobie, że gdybym nie wierzyła jeszcze w Boga to chyba bym nie wytrzymała i wciągnęła się w coś złego. Nie miałabym wtedy nic do stracenia, najwyżej trochę zdrowia, kiedy zaczęłabym brać narkotyki. Naprawdę już ta szkoła doprowadziła mnie do tego, że mam myśli prawie samobójcze. Ale jednak chyba bym się na to nie zdobyła, to już za duży krok, ale cóż taki właśnie mam nastrój.
Tomek wczoraj nie dzwonił, jego też już wcale nie jestem pewna. Kiedyś był taki kochliwy może do dzisiaj coś mu z tego zostało. Pewnie zostawi mnie przy pierwszej lepszej okazji. Lepiej żeby zrobił to jak najszybciej, bo zaczynam się już poważnie przyzwyczajać do jego obecności a jeśli wytnie mi jakiś numer to będę w jeszcze gorszym nastroju jak jestem teraz. Już zaczynał mi się podobać, ale jednak wątpię czy mogę mu ufać. Nie chcę tak bardzo nie chcę znów się zawieźć. Pouczyłam się trochę chemii, ale czy do jutra coś z tego zapamiętam? Ze mną to tak różnie, czemu ja taka jestem? Do chwilowego szczęścia wystarczy mi czyjaś ręka, rozmowa, nadzieja przyjaźni, ale gdy tylko tego zabraknie to już nic nie jest w stanie mnie pocieszyć. Jeszcze w sobotę i niedzielę byłam w świetnym humorze, wszystko dzięki Tomkowi, ale teraz kiedy nie daje znaku życia i dodatkowo dałam mu swoje wiersze to wydaje mi się, ż znów nie mam nikogo i na nikogo nie mogę liczyć.
To co pisałam o sobie, że jestem nieprzystępna i zimna w rzeczywistości okazuje się tylko przykrywką. To prawda, że boję się zakochać, ale jednocześnie tak bardzo angażuję się w każdą napotkaną przyjaźń a przynajmniej je początek. Tomek już stał się mi bliski i przez to jestem jeszcze bardziej nieszczęśliwa, bo wiem, że nigdy nie będę go mogła traktować poważnie. Cóż z tego, że czasem rozmawiamy, że te rozmowy dają mi wiele, że mogę być z nim szczera. Cóż z tego, jeśli to nie ma żadnej przyszłości, ale mniejsza o przyszłość to nawet teraz wydaje się być takie niestałe, chwiejne i grozi natychmiastowym zawaleniem. Ja ta znajomość tak odczuwam, dlatego jestem taka niepewna i te moje chwile radości szybko zamieniają się w bezpodstawny smutek. Nie lubię żyć w takiej niepewności. Fakt, że przecież niczego sobie nie obiecywaliśmy, taki kolega i koleżanka, ale jednak było w tym coś więcej, coś co dało mi nadzieję na wyrwanie się z tej szarości i pustki. A tu nic dalej nawarstwiają się moje problemy, dalej żyje jakbym nie żyła, są tylko chwilowe odskoki od życia w spokojnej beznadziejności, ale są to niestety wypadki sporadyczne i grożą w każdej chwili zupełnym zanikiem. Kiedy już poczuję się zupełnie pewnie? Kiedy zacznę patrzeć na świat przez różowe okulary? Zaczynam już wątpić czy nastąpi to w najbliższym czasie kilku lat. Ja tak bardzo nie lubię być sama, tylko, że ja chciałabym mieć wszystko na raz. Potrzebuję zarówno przyjaciela, z którym mogę rozmawiać, marzyć, potrzebuję też miłości, kogoś z kim poczułabym się pewnie i bezpiecznie a dodatkowo potrzebuję tez kogoś kto pomagałaby mi w tych sprawach najbardziej prozaicznych, takich jak np. nauka, bo sama nie zawsze umiem sobie ze wszystkim poradzić. No niby miałam kiedyś Michała, ale on w końcu stał się tylko chłopcem nawet nie opiekunem, na początku owszem pomagał mi trochę w nauce, ale później całe to nasze „chodzenie” sprowadzało się do całowania, obejmowania i chodzenia na rogaliki. On miał swój świat dal mnie zupełnie obcy a ja swój, który on przytłaczał. Ja przy nim ginęłam nie byłam sobą. Z Tomkiem jest zupełnie inaczej on stał się moim przyjacielem, kimś, dzięki komu zaczynam odkrywać samą siebie, kimś kto wywleka na światło dzienne moje problemy siedzące do tej pory bardzo głęboko, które były zamknięte jak w mrocznej twierdzy, przy nim mogę czuć się sobą i zaczynam w siebie wierzyć ale to nie wystarczy brakuje jeszcze tej pewności i oparcia.

No comments: