Jednak w domku czas leci szybciej niż w szkole. Już wpół do szóstej a ja nic nie robię, nawet nie czytam książek tylko słucham kaset i coś rysuję a nie czytałam wiersze o miłości, niektóre są nawet niezłe. Chciałabym znów znaleźć się na obozie harcerskim, szkoda, że nie umiem grać na gitarze, może na wycieczce w Leningradzie kupię sobie gitarę, jeśli się nie nauczę to przynajmniej znajdę sobie chłopca z gitarą, tak koniecznie musi umieć grać, bo ja to uwielbiam, wtedy moglibyśmy razem chodzić na rajdy i śpiewać i nic już więcej nie byłoby nam do szczęścia potrzebne. To jest to, czego mi teraz brakuje, chociaż wątpię czy rodzice puściliby mnie na taki parowy rajd, niby wierzą w mój rozsądek, ale uważają, że młodość jest młodością i trzeba unikać sytuacji sprzyjających. Może mają rację, chociaż wątpię czy przespałabym się z chłopcem nawet przy najbardziej sprzyjających warunkach. Uważam pomijając sprawy moralne, że jeszcze po prostu do tego nie dojrzałam, więc rodzice naprawdę nie mają powodu do niepokoju. W takiej sytuacji, dlaczego to wydaje się być takie nierealne/ Po pierwsze nie mam chłopca, owszem Tomek jest chłopcem, któremu mogłabym zaufać. Pewnie, że by próbował, ale myślę, że ja sama nie zdecydowałabym się na to. Ale on przecież nie jest moim chłopcem. Ja w ogóle mam wątpliwości czy on w ogóle jest i kim on dla mnie jest. Ani nie jest przyjacielem przez duże P ani chłopcem, ani wielką pierwszą miłością ani jednym z kolegów, więc kim? Takim znajomym, który czasem potrafi mnie zrozumieć, nikim więcej. Chociaż ja go już tak bardzo nie rozumiem. Z jednej strony nie narzuca się, czasem daje do zrozumienia, że nie chce przeżyć czegoś podobnego, co z tą ostatnią dziewczyną, bo boi się zawieźć. Ale z drugiej strony wydaje mi się, że on próbuje mnie w sobie rozkochać. Nie on we mnie tylko ja w nim. A ja nie chcę czegoś takiego. To bez sensu, dlatego niech się wypcha z takim podchodzeniem do mnie. Nie dam sobą manipulować, to, co, że potrzebuję miłości i chłopca, ale potrzebuję też autentyzmu a tu czuje się trochę jak królik doświadczalny. Możliwe, że on robi to dla mnie, wie, że tego mi potrzeba, może on też potrzebuje trochę lżejszego uczucia. Może on po prostu widzi we mnie tą pokrewną duszę, z którą dobrze się czuje, ale nie chce mnie zupełnie zaniedbać jako chłopiec. A może on chce ze mnie zrobić materiał na dziewczynę? W rezultacie, jeżeli tak do mnie podchodzi to chyba szybko przestanie mi być potrzebny nawet jako znajomy. Jeśli nie wiem jak mam go traktować, to cos tu jest nie tak i jeżeli to się nie wyjaśni to nie chcę go traktować ani jak przyjaciela ani on nie będzie mógł niczego ode mnie oczekiwać. W tej chwili mam szczere chęci, żeby coś z tego wyszło, ale myślę, że ich na dłużej nie wystarczy i raczej znów zacznę żyć na zupełnym pustkowiu.
A może podejść do tego życia humorystycznie, może przestać przejmować się tym wszystkim, tymi ludźmi, wielkimi wartościami, tęsknotami? Po co moi to wszystko? Może zdać się na los. Znajdę chłopca to się będę cieszyć, zostawi mnie znajdę nowego. Będę bogata to dobrze a jak nie to i tak to przeżyję, no postaram się nie stać w miejscu, ale na pewno nie będę się przepracowywać. Chyba zacznę też liczyć na szczęście, w końcu jak skończę studia to nie będę już jakimś tam zerem i mam nadzieję, że będę mogła liczyć na jako takie życie. Na pewno znajdę wielbicieli, czy się zakocham? Zobaczymy, ale pewnie tak, raczej nie jestem zimną rybą, że stawiam dość wysoką poprzeczkę to chyba dobrze? Zbliżają się wakacje, znów zrobi się weselej, w ogóle to nie przesadzajmy, w końcu życie nie jest po to, żeby wiecznie czekać na coś innego, ale żeby żyć tym, co ma się w tej chwili. A ja mam kochanych rodziców i brata, śliczny pokój, muzykę. Jak się uprzeć to mam nawet z kim rozmawiać, nawet Marta dzwoni codziennie z lekcjami, także jakoś to leci. Tomek też od czasu do czasu wnosi coś do tego mojego życia, jakiś dodatkowy bodziec, urozmaicenie. Przecież ja mam dopiero 17 lat i już bym chciała mieć wszystko. Czas jest nieubłagany i spokojnie trzeba czekać na kolejny przydział wydarzeń. Jak mi nudno to mogę sobie coś poczytać albo pooglądać, jak mi smutno mogę pomarzyć przy muzyce. Więc czego więcej wymagać? Wiedząc mniej więcej, na czym to wszystko polega nie ma się już, nad czym rozwodzić, tylko po prostu żyć. W końcu, co to za trudność żyć sobie beztrosko bez jakiegoś specjalnego wysiłku i zaangażowania. Wystarczy się nie przejmować ani sobą ani innymi, nie czuć żadnych szczególnych więzi, nie krępować się ludźmi, którzy myślą o tobie, że jesteś głupia lub nienormalna. Tak to jest jakaś recepta na życie. Po prostu traktować je lekko i z humorem. Nawet jak dopadnie mnie chandra to też nic się nie stanie, przecież później znów będę wesoła. Najważniejsze to, to, żeby nie gromadzić głowie ogromnych problemów, których i tak nie pokonam, więc może lepiej przejść obok. Coś mi się zdaje, że eureki to ja nie odkryłam, pewnie prawie każdy dochodzi do podobnych wniosków, ale, po co na siłę mam być inna? Czy ja jestem jakimś mutantem czy co? Nie jeszcze można mnie włączyć do pocztu w miarę normalnych ludzi, więc przeżywam podobnie jak oni. A zresztą, co ja wiem o ludziach? Praktycznie nic. Przez moment wszystkich uważałam za wrogów, chamów i prymitywów, co zresztą nie za dobrze o mnie świadczy. Choć tak naprawdę zetknęłam się tylko z jedną milionową cząsteczką ludzi a w sumie to ich nie znam i są mi obojętni. Normalna martwica społeczna. No cóż taka już jestem, dopóki ktoś mnie sobą nie zainteresuje jest dla mnie nikim. Owszem też szukam w ludziach dobrych cech. Pamiętam jak zainteresowałam się Przemkiem, on był pierwszym człowiekiem, na którego zwróciłam uwagę. No ale tak wyszło, że ani ja go specjalnie sobą nie zajęłam a i on był zbyt nieśmiały, może też mnie zresztą nawet nie zauważył. Potem przyszła kolej na Michała on mnie nawet nie zainteresował on mnie po prostu zobaczył i znalazł, potrzebowałam chłopca, na początku nawet trochę go lubiłam no i jednak był chwilkę w tym moim życiu. A teraz jest Tomek, nagle się zjawił i wszedł tutaj do mojego podłamanego świata. Właśnie wtedy, kiedy świat wydawał mi się taki pusty, kiedy już myślałam, że żaden chłopiec nie jest w stanie mnie zainteresować, bo albo mnie nie zauważy albo po prostu go nie będzie. Jestem ciekawa jak długo Tomek zostanie w moim świecie, kiedy przyjdzie już ten moment rozczarowania i będę musiała czekać na coś nowego. Tak to te pojedyncze osoby przewijają się przez ten mój w miarę spokojny żywocik. Nigdy nie ma czegoś stałego i prawdziwego, chociaż to wszystko było prawdziwe, przecież naprawdę o nich myślałam. Widocznie tak już jest ze mną, że mogę znaleźć miejsce tylko dla jednej osoby, reszta jest tylko ozdobą.
Saturday, December 19, 2009
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment