Znów obejrzałam jeden z tych romantycznych filmów, one niestety na mnie działają. Tak, będę czekać na swojego Romea, może bardzo długo ale kiedyś on musi mnie odnaleźć. Czy to nie byłoby smutne jakby on przyszedł za późno? Na przykład zadowoliłabym się byle kim i ten prawdziwy Romeo byłby już nieosiągalny. Nie ja muszę na niego czekać i nigdy nie przyjmę chłopca, który nie będzie do końca tym, o którego chodzi. A kiedy już w końcu poczuję, że to ten to koniecznie w podróż poślubną wybierzemy się ogromnym jachtem. Pierwsze noce możemy spędzić w jakimś romantycznym miasteczku nadmorskim w hotelu z widokiem na morze i jacht a może nawet lepiej od razu wypłynąć gdzieś daleko przed siebie i cieszyć się wspólną obecnością i najwspanialszym z możliwych rodzajów samotności. Myślę, że dopiero coś takiego dałoby mi szczęście.
Tak się boję, że przeżyję to swoje życie tak zupełnie realistycznie i, że cały ten romantyzm zginie w pierwszym kontakcie z twardą rzeczywistością. Zostanę może jak mi szczęście dopisze tą prawniczką, będę sobie może radcą prawnym, może poznam jakiś sympatycznych ludzi, ale oni tak jak dotąd będą gdzieś daleko poza mną. Oprócz tego w wolnych chwilach będę szukać odludnych miejsc gdzie będę sobie malować, ale już dla swoje wyłącznej radości. Nie wiem, może i wtedy będę szczęśliwa. Wiem już na pewno, że wcale w dużej grupie ludzi choćby najsympatyczniejszych nie czuję się wcale szczęśliwa. To jest potrzebne od czasu do czasu, żeby nie zapomnieć jak żyć w społeczeństwie, ale w sumie to w tłumie czuję się jeszcze bardziej zagubiona i samotna niż tutaj, wśród moich czterech kolorowych ścian i muzyki. Tak ja nie znajdę zadowolenia „w stadzie”, przykro mi. Chociaż nie jestem wcale wrogo nastawiona do żadnego człowieka to jednak w ogóle mi na nich nie zależy. Są to dobrze a nie ma to bardzo często i lepiej. Myślę, że o wiele bardziej cieszyłabym się z posiadania własnego pieska. Ale to dopiero jak już będę zupełnie niezależna może po studiach. Wtedy może wszystko będzie jakoś lepiej, w końcu będę miała więcej czasu dla siebie, będę mogła malować, chodzić do kina, teatru, opery a na soboty i niedziele może i częściej zacznę wychodzić w plener. Tak, to już będzie całkiem sporo i może nawet załagodzi brak prawdziwej miłości. W końcu będę miała dalej rodzinę i kochającego brata no i pieska. Może tez sama będę wypływać w samotne rejsy przynajmniej po krainie tysiąca jezior. Takie życie też nie byłoby najgorsze nawet bez tego Romeo. Jednak gdzieś w głębi duszy mam i tą nadzieję, że i on też się tu kiedyś zjawi.
Saturday, December 19, 2009
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment