Saturday, December 19, 2009

91.06.17

Zwiałam z dwóch ostatnich lekcji, mam nadzieję, że raczej nic z tego powodu się nie stanie. Oprócz tego raczej nic się nie dzieje. Może jedynie to, że od kilku dni jest u nas ciocia, także, co się często nie zdarza dom jest pełen. Jutro zapisuję się na spływ, jednak płynę z bratem, jeszcze będzie Marta z Przemkiem i raczej nikt poza tym. Są jeszcze mały problemy ze spaniem, to znaczy nie wiadomo, kto, z kim. Mój brat chce oczywiście być ze mną w jednym namiocie, ale nie jest jeszcze rozwiązana sprawa Marty z Przemkiem, albo wezmą dwie jedynki albo jakiś rozdzielony namiot, bo podobno są takowe. W każdym razie Tomek nie jedzie. Ani razu się nie odezwał także i ja się nie narzucam, mam nadzieję, że kiedyś odda kasetę Artura no i moje wiersze. Możliwe, że z Tomkiem byłoby jeszcze fajniej na tym spływie, ale ponieważ, po pierwsze Artur aktualnie jest bez dziewczyny a Tomek nie wykazuje żadnego zainteresowania, dlatego po prostu na ten spływ nie pojedzie. Z Piotrkiem też się jakoś rozeszło po kościach, niby chciał płynąć, ale teraz już nie chce. Mama napisała mi usprawiedliwienie, fajnie to mam jeden kłopot z głowy w sumie w środku roku też mogłam sobie zwiewać no, ale już trudno, myślę, że może kiedyś Bóg mi to wynagrodzi. Może np. zdam do czwartej klasy w przyszłym roku, chociaż z biegiem czasu przekonuję się, że w ogóle nie opłaca się być w życiu jakimś sumiennym, czy skrupulatnym, bo i tak w gruncie rzeczy wychodzi się na tym samym. Nie wiem czemu czasem mam głupie uczucie, że nie jestem zdolna do żadnego prawdziwego i mocnego uczucia. Przykryłam się jakimś ogromnym płaszczem obojętności. Nawet biorąc pod uwagę te moje uczucia rodzinne, oczywiście bardzo kocham mamę, brata, tatę, babcię, ale nie jestem jakaś spontaniczna w okazywaniu tych uczuć, te powitania, pożegnania, nie przywiązuję do tego żadnej wagi. A przecież tylu ludzi opłakuje tego rodzaju zdarzenia, czasem z radości, czasem żalu a mi to zwisa. Bardzo rzadko wzrusza mnie coś, co mnie nie dotyczy, chyba, że wczuję się w losy ulubionego bohatera i on ma jakieś problemy. Jednak normalnie często jest tak, że w domu wszyscy ryczą, bo kogoś tam zabili a ja patrzę na to zupełnie obojętnie. Za to, kiedy jakiś film po wielu perypetiach zakończy się happy- indem to wtedy ja potrafię się rozbeczeć i zaraz sobie myślę, że w moim życiu nigdy nic takiego się nie zdarzyło. No i jak to nazwać? Czy ja aby jestem całkiem normalna? Mam często dziwne wrażenie, że niezupełnie.

No comments: