Sunday, July 11, 2010
91.12.14
Nic mi się coś nastrój nie poprawił, może to przez pogodę, mówiąc delikatnie jest parszywa. Gdyby nie "Queen" to chyba bym się załamała.Przydałby się Tomek ale znów coś ani nie dzwoni ani nie przychodzi, w ogóle wszyscy maja mnie w nosie. Do Marty też mi się nie chce iść po zeszyty a tam jakoś to nadrobię. W poniedziałek i wtorek spróbuję mówić, że byłam chora i nie zdążyłam się przygotować. Mam nadzieję, że to przejdzie. Dlaczego znów nikt do mnie nie dzwoni, Piotrek też mógłby przegrywać kasety to od razu przyniósłby mi zeszyty a on teraz ma mnie w nosie to ja jego też. Źle mi jest nie wiem co ze sobą zrobić, w końcu z tego wszystkiego pójdę oglądać telewizję. Parszywa szkoła, parszywe mdłe życie, wszystko jest do dupy! Ronan tez wciąż nie pisze, on pewnie tez zabawia się z którąś z Francuzek na francuskiej dyskotece. Kiedy ja stąd wreszcie wyjadę, już nie mogę wytrzymać. Ja chcę w góry! Przypomniało mi się jak to było na pielgrzymce. Ja jednak jestem okropna. Jak ja jęczałam, jak ryczałam, gdy już mnie tak wszystko bolało, że miałam ochotę położyć się na drodze i czekać aż ktoś mnie zabierze do domu. Pamiętam, że byłam nieznośna, ale ja się po prostu nie nadaję do jakiś heroicznych wyczynów. Jestem po prostu za słaba i szybko się załamuję, robiąc tez przy tym sporo hałasu. To raczej nie jest zbyt pozytywne, ale podobno nawet to moje użalanie się nad sobą wcale nie jest bardzo denerwujące,więc może nie mam się czym przejmować, ale wątpię czy kiedykolwiek jeszcze zdecydowałabym się pójść na taką pielgrzymkę. To dla mnie stanowczo zbyt duże poświęcenie. Ja nie wiem jak ludzie mogą chodzić co roku i to na dodatek jest dla nich pestką w ogóle nie narzekają, albo sam Bóg im pomaga albo to są masochiści. Skoro użalałam się nad sobą na pielgrzymce to teraz też mogę. Oh dlaczego nie ma koło mnie nikogo, dlaczego nikt ze znajomych nie daje znaku życia, czemu jest mi tak zimno, czemu jest tyle sprawdzianów a mi się nic nie chce? Ja po prostu nie wytrzymam, chyba wezmę i gdzieś wyjadę w świat.Dlaczego to się wydaje takie nierealne, dlaczego nie można tak po prostu wszystkiego zostawić? Tylko skąd wziąć pieniądze? No niby jakbym się mocno uparła to mogłabym po prostu zostać we Francji, pytanie tylko z czego bym żyła? Mogłabym wynająć się na pokojówkę a potem kupić farby i malować, może ktoś nawet kupiłby moje obrazy? Nie to wszystko jest niemożliwe, pewnie skończyłoby się na tym, że musiałabym autostopem wracać do domu a po drodze jeszcze pewnie ktoś by mnie zgwałcił. Ale z drugiej strony jeśli nigdy niczego nie zaryzykuję to co osiągnę? Jeszcze nie wiem gdzie wyląduję w przyszłości na tym świecie, ale mam nadzieję, że daleko stąd. Oczywiście zawsze mogę wracać do domu ale po prostu chcę poznać wszystko co tylko możliwe. Muszę się stąd wyrwać, jest mi to potrzebne inaczej zawsze będę się czuła jak w klatce z otwartymi drzwiami. Jestem pozornie wolna a jednak nie wychylam nosa ponad przeciętną bliską rzeczywistość, ale co ja mogę nie mając nawet 18 lat. Skąd mam wziąć pieniądze dzięki którym będę mogła wyrwać się z tej swojej rodzinnej klatki. Niby w domu jest mi tak dobrze niby mój pokój jest moim ulubionym miejscem do przebywania, niby mam kontakt z rodzicami ale to wszystko przestaje mi już wystarczać. Oh żeby te moje oczekiwania kiedyś się spełniły i żeby to kiedyś przyszło jak najszybciej, nie potrafię być cierpliwa, co zrobić jak przyspieszyć ten czas? Kiedy wreszcie zacznę korzystać z życia które zostało mi podarowane? Na razie jeszcze jest ta szkoła po co ludzie to wszystko tak wymyślili, chyba żeby tylko utrudniać sobie życie, to jest bez sensu.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment