Monday, May 23, 2011

92.08.13

Dotarłam już do Plusk, szkoda, ze trochę pogoda się zepsuła. Za to zdążyłam już zapoznać się z nowymi chłopcami, znanymi już zresztą z opowiadań. Mają też domek letniskowy niedaleko chociaż jeszcze niedokończony, zapraszali żebym do nich wpadła, może jutro to zrobię zastanowię się a dziś trochę się ponudzę. Szkoda, że nie są trochę przystojniejsi no ale już trudno. Fajnie byłoby się z nimi trochę zaprzyjaźnić. Byłoby tu trochę weselej. Przez nich może poznałabym jeszcze innych ludzi i już coś by się działo, ale lepiej nie robić sobie zbyt dużo nadziei pewnie będę sama jak zwykle. No nie taka zupełnie sama w końcu jest tu też mama, babcia i Natalia moja siostra cioteczna ale jednak przydałby się ktoś poza rodziną. W sumie to ci chłopcy są całkiem ciekawi, Tomek studiuje w Paryżu i nawet coś mówił, że mógłby mi załatwić szkołę nauki języka, jeśli mówi prawdę to chyba szczęśliwy przypadek, że ich spotkałam ale on pewnie tylko tak coś palnął, żeby zrobić dobre wrażenie. Jutro też ma być zimno i co tu robić chyba faktycznie wybiorę się do tych braci Wierzchowskich, pytanie tylko co zrobić z Natalią, wolałabym jej nie brać ze sobą. Chętnie popłynęłabym sobie pontonem ale nie wiem czy to będzie możliwe przez ten deszcz. Coś mi się znów zrobiło mętnie. To okropne że ja jednak nie potrafię sobie sama żyć w spokoju i w rodzinnym gronie, w taką pogodę wolałabym znów pojechać gdzieś do Warszawy, na pewno byłoby wesoło, znów poznałabym nowych ludzi, albo spotkałabym się z Gniewkiem i powłóczylibyśmy się po mieście, chociaż on jednak podpadł ostatnio. Jak on tak mógł to ja napisałam taki list, wszędzie go zapraszałam a on nawet nie raczył odpowiedzieć, powinnam się na niego obrazić. Jeżeli w ogóle się nie odezwie to ja go już też olewam niech nawet tu nie przyjeżdża, niech sobie siedzi w tej Warszawie jak tak chce. Właściwie to bardzo mnie zawiódł, głownie z tym spływem. W ogóle oni wszyscy są rozczarowaniem, wszyscy ci niedokończeni kochankowie, ci chwilowi przyjaciele, żaden z nich nie myślał o mnie poważnie, może ja też nie ale jednak to wszystko nie miało sensu, skoro aż tak szybko rezygnowali, oni po prostu chcieli się zabawić i tyle, ja też w większości wypadków podchodziłam do nich raczej spontanicznie ale oni na mnie jakoś zadziałali, że momentami zaczęłam o nich myśleć poważniej a oni się wtedy nagle zmywali. Po prostu dla żadnego z nich nic nie znaczę a ja czegoś takiego nie lubię. Jedynie Marek inaczej się zachowywał, on po tej pierwszej nocy przyznał, że dobrze że już wyjeżdża bo byłby zakochany do szaleństwa a tego chciał uniknąć, on w ogóle uważał, ze jestem wspaniała i powinnam mieć jeszcze tysiące adoratorów. Właściwie to on nawet powiedział, że mnie kocha, ale szybko się wycofał, że jeszcze nie jest pewien. No ale on jednak nie był jeszcze tym o kogo chodzi. Właściwie to nic do niego nie poczułam, jedyne co mi dał to te kilka wesołych dni, bo sama pewnie bym nie chodziła po tych wszystkich knajpach, zresztą skończyły mi się pieniądze, no i w ogóle coś się działo, nawet to, że spał u mnie było miłe, znów ktoś mnie wycałował i wypieścił a przecież tego najczęściej mi brakuje. także chwilowo miałam swoją "parę" chociaż był to raczej taki luźny układ, bardziej koleżeński niż damsko-męski. Lubiłam go i tyle. Najgorsze że największe wrażenie zrobili na mnie chłopcy którzy najmniej na to zasługują- Michał i Adam. Przecież oni autentycznie chcieli mnie tylko zaliczyć i tyle. Michał niby miał jakieś przyjacielskie wejścia ale ja i tak wiem, że chodziło mu tylko o chwilę przyjemności. Jeśli chodziłoby mu o coś więcej to tak szybko by się nie odwrócił. A czego ja się zresztą głupia spodziewałam, że go w sobie rozkocham? Owszem to by mi się podobało, może byłoby nam fajnie razem, ale to typ wolnego człowieka no i trudno ale cieszę się, że nie byłam jego kolejną "zdobyczą". Adam to już nawet nie ukrywał, że chciał po prostu uszczęśliwić siebie i mnie ale tylko tak jednorazowo. Był bardzo zdziwiony moimi poglądami i tym, że unikam takich przyjemności, bo skoro jestem piękna, to jak mi to mówił, nie mam się czego wstydzić to czemu nie? Pamiętam jak mi mówił, że skoro nie sex to przecież petting też jest bardzo fajny. Taki znawca jak cholera no ale te palce pchał gdzie nie trzeba i musiałam z nim walczyć. Chociaż niby skoro obiecał, że nic mi nie zrobi ale i tak może mi zrobić dużo przyjemności to w sumie mogłam nie być taka dzika i niedostępna, ale ja jednak czuję jakieś psychiczne opory przed taką zabawą. Możliwe, że to ma związek z moją fizyczną niedojrzałością. Wstydzę się np tego małego biustu, może dlatego tak zaciekle go bronię, no ale ta druga część zakazana też powinna być nietknięta. No chyba , że poznam tego właściwego. Jednym słowem jeszcze nie dorosłam. Ale swoją drogą to niezła byłam na tym spływie właściwie to szkoda, że się już więcej nie spotkamy a już na pewno nie w takich okolicznościach, ja sama w namiocie i taka nocna wizyta. To są jednak takie czyste przypadki, które w sumie mogłabym wykorzystać, zresztą w jakimś malutkim stopniu nawet to robię, choćby zgadzając się na te przypadki. Mogłabym ich wszystkich po prostu wyrzucić ale po co?Dopóki wszystko jest takie jak ja chcę to nie ma sprawy, gorzej, że ja na drugi dzień chciałabym iść dalej a oni się zrażają. Chociaż nie tak znów bardzo pamiętam jak na drugi dzień kiedy zasypiałam to chyba nawet Adam podszedł do namiotu i pytał czy śpię a ja odpowiedziałam że owszem tak. No i odszedł. Później i tak przyszedł Marcin wyciągał mi śledzie z namiotu i zmusił do rozmowy. Później już Adam trzymał się z daleka tylko ostatniego dnia jak najpierw Marcin jadł u mnie spaghetti i wprosił się później to powiedziałam, że Adam też mógłby przyjść i przyszedł i nawet bardzo chwalił to spaghetti a potem jeszcze przyniósł mi kisiel to w ramach rekompensaty, ale jednak z reguły starał się chyba mnie omijać może czuł się głupio. Oh ten mój błotny Valentino, naprawdę całkiem nieźle go ochrzcili, pasuje mu to imię.

No comments: