Tuesday, May 24, 2011
92.08.27
To już 7 pamiętnik a ja wcale nie zmądrzałam, moje poglądy i widzenie świata dalej pozostają chwiejne. Od tygodnia moje plany na najbliższą przyszłość też uległy zmianom. Postanowiłam wyjechać za rok do Paryża. Tomek którego znam od około 3 dni twierdzi, że bez problemu może mi załatwić mieszkanie za pracę. Także tylko zdam tą wredną maturę i jadę. Mój stosunek do Tomka jest dość dziwny jeszcze przed wczoraj nie wspomniałam go zbyt życzliwie, no bo nie jest zbyt przystojny, poza tym to okropny snob i wiecznie chwali się swoim szlacheckim pochodzeniem i z jakimi ludźmi to jego mama nie ma kontaktu pracując we Włoszech. No może faktycznie chłopak ma być z czego dumny, na dodatek studiuje już 4 rok Architekturę w Paryżu no i jest dość światowy, no ale że ma zbyt wygórowane mniemanie o sobie to ma. Ale w sumie to ja się tym jakoś wcale nie przejmuję, dla mnie najważniejszy jest jego stosunek do mnie i to czy lubię jego towarzystwo czy nie. No i w sumie już go polubiłam. Na początku wydawał się trochę śmieszny ale w sumie to on ma niezły temperament. Już wczoraj jego pocałunki wydawały mi się zupełnie miłe a on też należy do tych zwariowanych ludzi z którymi nie można się nudzić. Możliwe, że ja go też trochę sprowokowałam bo przy pierwszym spotkaniu mnie też rozpierała energia i bawiliśmy się jak dzieci no i teraz już w ogóle nie zachowujemy się poważnie względem siebie. To coś jak Gniewek, tyle, że Gniewek jest flegmatyczny i mniej śmiały, nie jest tak erotycznie nastawiony jak Tomek. Tomek raczej nie ukrywa, że miałby ochotę wykochać się ze mną do upadłego. Chociaż już mu mówiłam, że na razie nic z tego bo uważam, że jestem za młoda. Także przyjął to do wiadomości, ale całuje mnie gdy tylko nadarza się do tego sposobność. No i ja taka wybredna a on już zdołał mnie lekko wzburzyć w tym moim momentami stabilnym żywociku. Taki niepozorny z wyglądu studencik. Może i nie zwróciłabym na niego uwagi, gdyby nie ta cała oprawa, no i wizja Paryża, chociaż bez przesady, skoro to ponoć nie jest żaden problem to i bez niego mogłabym sobie poradzić, choćby prosząc Ronana. No ale jednak jakieś wrażenie robi fakt, że on nie jest jakimś byle jakim chłopcem powiedzmy z zawodówki. Wtedy pewnie w ogóle nie wpuściłabym go do domku, ale wtedy i on wcale nie maiłaby śmiałości wejść. Tacy chłopcy z reguły nawet nie próbują wejść do mojego życia, pewnie czują że zostaliby odprawieni. No a z Tomkiem można po prostu pofiglować. Właściwie to ta nowa znajomość nie różni się zbytnio od wcześniejszych epizodów. On też urozmaicił moje życie, jego obecność sprawia, że czuję się doceniana jako kobieta, że nie jestem już samotna, że jestem wesoła i po prostu momentami coś się dzieje. Czy te wszystkie moje przygody z chłopcami można nazwać romansami? Chyba nawet nie, po pierwsze najczęściej są to tylko takie wypady jednorazowe no ewentualnbie kilkudniowa znajomość, lub przerywana epizodyczna próba przyjaźni. Chociaż podobno przyjaźń między kobietą i mężczyzną jest niemożliwa. Może jest w tym trochę prawdy. Przecież jak dotąd to właściwie z nikim nie udało mi się nawiązać czystej przyjaźni. Tomek B starał się być takim przyjacielem przez moment ale on też w sumie po prostu starał się mnie zdobyć a że nie wykazywałam zbyt dużo entuzjazmu, nie rzucałam mu się w ramiona, także się zniechęcił. Zresztą ja sama też wiedziałam że nie o samą przyjaźń mi chodziło. A Gniewek? On już jest bliższy wizerunku chłopca przyjaciela ale i my nie mogliśmy choć raz nie spróbować smaku naszych ust ale to tylko raz przy bardzo sprzyjających warunkach. Chociaż ja właściwie sama nie wiem co mi się w Gniewku podoba najbardziej i czego oczekuję. Na razie cieszę się, że znów napisał karteczkę i to z Wenecji, także jego nieobecność podczas wakacji jest usprawiedliwiona. No nie wiem czemu ale zależy mi jednak na tym, żeby Gniewek jednak był w moim życiu, jeszcze nie wiem do końca w jakim charakterze. Ale może to jest właśnie przyjaźń? Nie to jednak jeszcze coś innego. Ronan to Francuz i w ogóle wiadomo, że z Francuzem wszystko opiera się na miłości, całował wspaniale, był uroczy ale jest daleko i nasza znajomość opiera się już tylko na korespondencji, ale i to jest mi często potrzebne, jak wszystko inne już zawodzi to nagle przychodzi sympatyczny list od Ronana i już jest weselej. Michał C to już też dziwna i chyba skończona historia. Najpierw tylko się lubiliśmy i to raczej z daleka. Raz nagle zaczęliśmy się całować no i przez pewien czas byłam pod jego wpływem przyznaję prawie się zakochałam i tam to już nie było nic z przyjaźni ale uraził mnie, bo spodziewałam się nie wiadomo czego a tu guzik jemu widać nie o to chodziło. Ale w sumie szybko mi przeszedł. Jeszcze przed nim sporo myślałam o Marku ale to już w ogóle śmieszne, to prawie jak miłość bez wzajemności tyle że w zmniejszonej skali no ale o nim też już nie pamiętam. A teraz jeszcze campingowy Marek taka 3 dniowa historyjka trochę zabawy, trochę rozmowy i pieszczot i już po wszystkim, przygoda i tyle. Jarek, o to jest chłopiec z którym się jeszcze nie całowałam on był zwykle obok dopiero jak marek pojechał to przez dwa dni razem spędzaliśmy czas i też tylko rozmawialiśmy ale to raczej nie dlatego, ze to prawdziwa przyjaźń ale raczej dlatego, że on jest nieśmiały i sam nic nie próbował. Bo to wszystko tak naprawdę zależy od człowieka, jedno są tacy powolni, nieśmiali z którymi zaczyna się od zwykłej przyjaźni a później często i tak kończy się na całowaniu a inni nie mają żadnych oporów i jasno dają do zrozumienia o co im chodzi. Taki był Adam ze spływu, zresztą Tomek też taki jest. Oni bez oporów po prostu się na mnie rzucają i już. Wtedy muszę się nieźle nagimnastykować żeby wyjść "cało", zwłaszcza, że często nie jestem tak do końca przekonana czy rzeczywiście chcę zostać tak nietkniętą. No ale jednak nie, chcę i już. Jestem jeszcze za młoda, mam czas, może znajdzie się ten, którego będę pewna na 100 procent i to on będzie tym pierwszym.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment