Friday, December 18, 2009
88.11.17
Od poniedziałku leżałam w łóżku, ale dzisiaj byłam już w szkole i od razu miałam kłopoty z matematykiem. Miałam dziś dyżur w szatni a w międzyczasie mieliśmy wyjazd do filharmonii. Do końca nie byliśmy pewni, czy matma jeszcze będzie, czy już nie, bo zostało tylko kilkanaście minut do końca, wszyscy poszli na górę, a ja zostałam w szatni i okazało się, że matma była, matematyk się wściekł i posłał po mnie jednego chłopaka, byłam w kantorku i mnie nie zauważył, więc wrócił do klasy potem poszedł jeszcze raz i już wreszcie do mnie dotarł. Poszłam do klasy a matematyk wydarł się na mnie, że zwiałam z lekcji itd. Potem wziął mnie jeszcze dwa razy do tablicy, ale na szczęście to umiałam. Ja już się chyba nie pozbieram z tym matematykiem, przecież ja go ani nie nienawidzę, a nawet trochę lubię, a on się na mnie wyraźnie uwziął, a na razie jestem zagrożona właśnie z matmy, bo cały czas coś wypada i nie mogę poprawić tej klasówki.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment