Friday, December 18, 2009

90.11.01

Odkąd mamuśka wróciła z sanatorium to zrobiło się trochę weselej w domu. Mama jak zwykle złamała serduszko pewnemu panu. Ona sama nie wie skąd to się bierze, że tak się podoba mężczyznom. Jej urok nie działa chyba jedynie na tatę. Dlatego mam jest rozgrzeszona z drobnych flircików, które przecież kończą się na pocałunkach. Ostatnio zakochał się w niej taki Adaś jak wynika z opowiadań, całkiem przyjemny gość. Cieszę się, że mamuśka ma powodzenie, bo to jej dodaje urody i wiary w to, że jest jeszcze atrakcyjną kobietą a skoro nie może tego potwierdzenia znaleźć u męża, więc dobrze, że chociaż gdzie indziej. Podobno ten pan Adaś dzwoni teraz do mamy pracy i sobie rozmawiają, on mieszka w Warszawie też jest żonaty i ma córkę i syna, który jest tylko dwa lata starszy ode mnie. Mama mówiła, że zapraszał mnie serdecznie, żebym pojechała do Warszawy i koniecznie go odwiedziła. Bardzo bym chciała, może ten jego syn tez okaże się sympatyczny w końcu na Michale świat się nie kończy.
Chciałabym znaleźć się na jakimś obozie albo w sanatorium i przeżyć przygodę z poznanym tam chłopcem. Jednak nastrój się człowiekowi polepsza przy odrobinie powodzenia. Jakoś nie czuje się w ogóle związana z innymi dziewczynami, ani w klasie ani nigdzie ja chce być tą jedyną, na którą się zwraca uwagę, za która się wodzi oczami i z która najchętniej by się tańczyło, bawiło i śpiewało. Tą cechę odziedziczyłam chyba po mateńce jednak nie jest jeszcze tak jakbym chciała jeszcze nie umiem być ta najfajniejszą i najbardziej lubianą, może to się kiedyś zmieni. Pewnie to jest bardzo zła cecha, ale ona jest we mnie gdzieś głęboko. Na razie jeszcze nie umiem jej z siebie wydobyć chyba nie jest to zbyt groźne.

No comments: