Friday, December 18, 2009

90.11.05

Jestem okropna, w ogóle wszystko jest takie straszne i beznadziejne, nigdy sobie w życiu nie poradzę. Dziś na informatyce napisałam program Michał mi trochę pomógł, ale zrobiłam jeden błąd, trzeba było się cofnąć i poprawić, ale nam się coś nie udało i w końcu nie wiedziałam, co dalej robić. Facet wtedy podszedł do Marty on pisała ten program o wiele wolniej ode mnie ale, że zrobiła to sama przy facecie to wstawił jej dobra ocenę a ja chociaż miałam ten program już dawno napisany bo Michałowi udało się to w końcu coś zrobić, żeby przeprawić ten błąd nie zdobyłam się na odwagę, żeby mu to powiedzieć no i oczywiście nic nie dostałam. W ogóle jak są dwie osoby do komputera to jakoś tak głupio wychodzi, że Michał siada do jednego Marta do drugiego a ja znów na środku nie mam nic. Ze wszystkim tak jest, zawsze chciałabym coś mieć, czy to dobre oceny czy powodzenie a tak naprawdę to jestem taką fujarą, że wszyscy mogą mnie przewrócić, wypchnąć i ja zawsze zostanę w tyle. Nie nadaję się do tego świata. Powinnam w ogóle nie wychodzić z domu bo tylko tutaj czuję się bezpiecznie albo umrzeć jako osobnik słabszy niezdolny do życia w otoczeniu. Po prostu nie umiem o siebie walczyć nie umiem rozpychać się łokciami i wątpię czy się tego nauczę przechodząc nawet to liceum. Żebym chociaż miała samozaparcie to nie zwracając uwagi na innych jakoś bym sobie poradziła a tu nawet tego nie ma. Jest tylko zdolność do szybkiego załamywania się o tego mi natura nie poskąpiła. Pewnie dlatego zawsze będę na samym dole nigdy nie przypadnie mi w udziale tak pięknie brzmiące słowo jak sukces. Dobrze, że chociaż w domu znajduje jakąś ostoję bo już chyba dawno zostałabym narkomanką, albo skończyłabym z tym życiem w końcu po co się tak męczyć. Chociaż nie to by było zbyt proste. Będę żyła dalej nie wiem może się coś zmieni albo ja albo świat.

No comments: