Saturday, December 19, 2009

91.03.14

Znów mam tygodniowe wakacje. Zaczynam jak w podstawówce. Jednak to bardzo dobrze, kiedy ma się tak zwane wątłe zdrowie, mam za sobą przeszłość wiecznych zapaleń oskrzeli i teraz z byle przeziębienia mogę zostać w domu. Mam tylko nadzieję, że przez to moje trochę lenistwo nie zaczną się znów jakieś niepowodzenia. Najważniejsza jest ta geometria i fizyka no i oprócz tego zbliżają się niebezpieczeństwa z chemii geografii niemieckiego i w końcu tez z historii.
Na razie mam chwilę wytchnienia, żeby zastanowić się nad samą sobą. Zbliżają się rekolekcje i trzeba by zrobić z sobą porządek. Z czego się tu spowiadać? Jeden grzech główny to, to, że nie byłam w nowy rok w kościele, oprócz tego nie przestrzegam postów i porannej modlitwy ale to już mniejsze grzechy. Ja ogólnie rzecz biorąc nie przedstawiam obrazu dobrej katoliczki. Ta moja obojętność do ludzi... ten egoizm, to kategoryczne ocenianie ludzi, lenistwo, nawet to, że najczęściej bardziej pociągają mnie czarne charaktery niż takie cukierkowe aniołki. To są moje główne grzechy. Ale przecież nie będę księdzu opowiadać, co czuję czytając choćby trylogię Sienkiewicza, być może też nie odróżniam zbytnio grzechów od rzeczy dobrych, przecież jak byłam z Michałem to jednak całowaliśmy się a nigdy nie uznałam tego za grzech i nie przyszło mi do głowy, żeby się z tego spowiadać. Ale to już dawno minęło i zdążyłam to zapomnieć. No i czy mam się spowiadać z tego, że uwielbiam grać, często przecież w autobusie robię miny, które mogą wywołać zainteresowanie.
W każdym razie lubię się podobać, grać na czyichś uczuciach, chociaż ja się w pewnym stopniu tez angażuję, ale jednocześnie stawiam tak wysoką poprzeczkę, jeśli chodzi o ideał chłopca, że już z góry wiem, że żaden z nich, który mi się, choć w najmniejszym stopniu spodoba jej nie przeskoczy.
Przez to wydaje mi się, że jestem w pewnym sensie zimna, i może nigdy nie uda mi się naprawdę zakochać. Nie chcę już nigdy robić niczego z litości, czy to nad samą sobą czy nad tą druga osobą. Bo przecież z Michałem to była pewnego rodzaju litość, najpierw narzekałam na swój samotny los, że w końcu jak pojawił się Michał to wydawał mi się nadzieją na zmianę tego losu, ale im dłużej razem chodziliśmy tym ta litość zmieniała kierunek, już mi go było żal go zostawić ale i siebie również było mi żal. Wmawiałam sobie, że on jest moim oparciem, przyjacielem a w rzeczywistości nie był ani tym ani niczym innym. Im dłużej go znałam tym bardziej mnie rozczarowywał tym bardziej wstrętny i denerwujący mi się wydawał. Często żałowałam, że to właśnie on był moim chłopcem, ale na szczęście mam to już za sobą. Jutro ma przyjść Tomek, ciekawe jak on teraz wygląda. Jest sympatyczny i też sobą coś reprezentuje, angażuje się w harcerstwo, jest nawet drużynowym, sam też coś organizował z tym konkursem piosenki aktorskiej czy poezją. Jeszcze dokładnie nie wiem ale niestety on chyba chodzi do gastronomika. Jak można tak marnować swoje życie, nie rozumiem go, ale trudno.

No comments: