Saturday, December 19, 2009

91.04.02

Dziś jestem już spokojniejsza. Za oknem zimno i deszcz i wcale już nie chce mi się wychodzić, chyba nie pozostaje mi nić innego jak się trochę pouczyć. Jestem sama w domu, mama poszła na komisję lekarską, bo stara się o rentę, fajnie jakby ją dostała. Pogadałabym sobie z kimś przez telefon, ale nie mam z kim. Marta odpada, bo w sumie wcale mnie nie obchodzi, to nie jest żaden przyjaciel, Tomek byłby odpowiedni, ale zgubiłam jego numer telefonu i zresztą trochę mi głupio do niego dzwonić, bo on już tak długo się nie odzywa, oprócz tego na około jest beznadziejnie w taką pogodę odechciewa się żyć. Jeszcze 3 miesiące trzeba wytrzymać do wakacji. Wypiłam sobie kieliszek słodkiego wina, pyszne jednak Francuzi wiedzą, co dobre, co tam koniak czy jakieś wódy do wina. Chyba stanę się smakoszką win, nic mi to nie daje, jeśli chodzi o jakieś specjalne samopoczucie, chyba mam mocna głowę, bo po jednym kieliszku jakoś nic specjalnego nie czuję ale na razie wolę nie próbować się upijać bo co to będzie w przyszłości? Gdybym nie wierzyła w Boga na pewno zostałabym narkomanką tylko on mnie od tego powstrzymuje, bo jeśli chodzi o rozsądek to nie mam go w nadmiarze. Niby z reguły jestem dość ostrożna, ale w sytuacjach, w których powinnam długo się zastanawiać nad skutkami zwykle tego nie robię i po prostu zdaję się na chwilę i dopiero później żałuję. Ale cóż taka już jestem, często wydaje mi się, że raczej nie dożyje spokojnej starości. Jedyne, czego się w życiu obawiam to powolnej śmierci, gdzie byłabym przykuta do łóżka i miałabym, jęczeć z bólu, uważam, że w takich sytuacjach powinno się podać jakiś lek na uśpienie i byłoby po wszystkim. Nie mogłabym żyć jako kaleka wolałabym umrzeć, może to straszne, co mówię, ale ja naprawdę nie lubię bólu i kalectwa. Najgorsze, że nie mogłabym tak po prostu się zabić, bo jeśli wierzę w Boga byłabym potępiona, czyż to nie jest beznadziejna sytuacja? Chyba, dlatego tylko to wydaje mi się być przerażające.

No comments: