Saturday, December 19, 2009

91.04.05

Z dnia na dzień życie staje się coraz bardziej bezsensowne. Mój braciszek napisał, że liceum ma mnie uodpornić na życie, bo jest on twarde i te wszystkie ideały książkowe i filmowe w rzeczywistości nie istnieją. Jeśli po szkole ma być jeszcze gorzej niż jest teraz to, po co ja mam żyć? Czemu mam cały czas walczyć o przetrwanie, nie widzę w tym żadnego sensu. On twierdzi, że na studiach jest jeszcze więcej nauki a w ogóle to żyje się po to, żeby zarabiać pieniądze i to jest właśnie ta cała proza życia. Nie ma ideałów, nie ma marzeń, ani romantyzmu tylko walka o byt. Ludzie, który myślą inaczej giną przywaleni rzeczywistością. Artur nie bierze jednej rzeczy pod uwagę, mianowicie tego, że ja nie potrafię być taka realistką. To jest dla mnie zbyt trudne, a może proste? Może to szukając czegoś innego utrudniam sobie życie? Ale ja nie potrafię żyć bez złudzeń, i tak czuję się podle a jeśli zabraknie mi nawet tego to przecież stracę wszystko. Często wydaje mi się, że jestem po prostu zbyt słaba, żeby żyć na tym świecie. On mnie zupełnie przytłacza, to jak jakiś ogromny ciężar, który muszę cierpliwie znosić, bo został mi przypisany. Taki już mój los. Ale ja nie chcę pogodzić się z tym losem, chce zrzucić z siebie ten ciężar i stać się lekka. Tylko wciąż nie wiem jak to zrobić. Skoro nie ma prawdziwej miłości a jeśli nawet jest to nie sposób jej odnaleźć a szukając jej można wcześniej nie znieść kolejnych rozczarowań, wiec skoro jej brak to cóż innego pozostaje? Samotność i walka, życie zwykłego śmiertelnika, takie przemieszanie stresów, rozczarowań, drobnych radości, bólu i nudy. Tak na razie przedstawia się cała wizja życia. Jakie to bezsensowne, cóż, więc innego pozostaje poza ta nadzieją, że kiedyś to się przecież musi zmienić.
Znów był u mnie Tomek, teraz, kiedy już wcale się go nie spodziewałam, poprawił mi trochę humor. Mówił, że nie mógł wcześniej przyjechać, bo zgubił mój numer telefonu a nie chciał już dzwonić na informację, bo ostatnio były z tym jakieś przeboje. No i czy ja nie miałam racji? Tomek to człowiek, który tylko zjawia się na moment a potem znów znika, kiedy już jestem w najpodlejszym nastroju nagle się zjawia i moje problemy odrobinę przygasają, tylko ciekawe czy będzie o mnie pamiętać zbyt długo. Już nie będę go wyczekiwać, przyjdzie czy zadzwoni, to dobrze, jeśli nie też to jakoś przeżyję.

No comments: