Saturday, December 19, 2009

91.04.07

Jednak nie nadaję się do ciągłej nauki, dziś już spasowałam, poprawię to dobrze a jak nie to zrobię to później. Jednak czekam na Tomka. Myślę, że po prostu to lubię, lepiej czekać na kogoś nawet, jeśli może nie przyjść niż nie czekać na nikogo, więc po co pozbawiać się tej przyjemności? Już prawie szósta, wątpię czy Tomek w ogóle przyjdzie, już tylko dwie godziny do filmu i nie wiem jak zmusić się do nauki. Oh żeby już był maj, może w końcu Artur przyjedzie. Kiedy wreszcie skończę ta parszywa szkołę, jednak wierzę, że potem będzie lepiej. To niemożliwe, że by całe życie było takie beznadziejne.
Żyję już 17 lat a do tej pory nie zdarzyło się w moim życiu nic ważnego, same drobiazgi. Moje życie to dom, szkoła, czasem tylko przejdzie przez nie jakiś nowy człowiek żeby zaraz potem odejść. Otacza mnie taka zwyczajność, że mam już jej dość. Ten spokój i jednocześnie stresy szkolne doprowadzą mnie w końcu do obłędu, czemu ja tak marnuję swoje życie? Wiem, każdy musi to przeżyć a jak twierdzi mój braciszek szkoła to owszem przykra sprawa ale n studiach jest jeszcze więcej nauki. Może na jego studiach ja wybiorę sobie coś lżejszego a od tego liceum na pewno nie ma już nic gorszego. To gorsze od więzienia. To liceum przysłania mi cały świat, nawet jak są dni wolne, to i tak jedyne, co mi zostaje to siedzenie w domu, najwyżej mogę pójść do kina. Ja praktycznie nikogo nie znam poza klasą, no niby jest Tomek, ale on żyje własnym życiem. On nie może narzekać na brak przeżyć tak jak ja, on też jeszcze nie osiągnął tego, czego chciał, ale przynajmniej angażuje się w to życie, wszędzie go pełno. Jest na próbie aktorskiej, na zbiórce harcerskiej w końcu i na zadymie punkowej.
A ja nigdzie, jedyne to tenis, ale on też jest w szkole, moje życie to tylko liceum, to straszne. Jak ja wytrzymam jeszcze 2 lata, w sumie to nie dziwię się ludziom, którzy się załamali, dziwię się raczej tym którzy są weseli. Nawet jakbym chciała przystąpić gdzieś do jakiejś grupy ludzi, czy to punków czy hipisów to jest to raczej nierealne. Po pierwsze oni, jako oni nie odpowiadają mi, poza tym pewnie zawaliłabym to liceum, no i jeszcze rodzice, chociaż już za rok skończę 18 lat to może będę miała więcej do powiedzenia. Więc jeśli nie w taki sposób to jak mogę zmienić ta monotonię? Czego ja właściwie chcę? Chce wreszcie poczuć, że żyję, ale jakoś do tej pory nie za bardzo mi to wychodzi. Niestety z wiekiem rosną tez moje wymagania, co do tego świata. Tyle że nikt na te moje wymagania raczej nie zwraca uwagi. Co by mnie uszczęśliwiło? Być może chłopiec trochę podobny do Tomka, pełen życia, który wprowadziłby mnie we własny świat, być może przyjaciel, który wprowadziłby do mojego życia coś nowego. Tomek w sumie tego nie zrobił. Dobrze, że czasem przychodzi, ale przecież wszystko, czym żyje jest dla mnie nadal obce. To wszystko znam jedynie z jego szczątkowych opowiadań. To nie jest tez moje życie. Chciałabym poznać coś kolorowego, mocnego, innego choćby nawet niezbyt pozytywnego. W Stanach nie mają takich problemów ubierają się w czarne skóry wsiadają na motory i już czują się szczęśliwi. Często mam ochotę na cos takiego jak nocne życie, szybką jazdę, mocna muzykę. A jest tylko ten spokój, dom i szkoła, tego też potrzebuje, domu wraz z jego atmosferą, gdzie nabieram sił przed spotkaniem z moim codziennym życiem, na pozór spokojnym, ale w sumie wykańczającym. Jednak oprócz tego domu i szarości szkoły chcę jeszcze właśnie tego czegoś innego. Potrzebuję jakiegoś kontrastu, a tu niestety nic tylko to przebrzydłe życie licealisty.

No comments: