Saturday, December 19, 2009

91.04.09

Przyszły listy z Francji i wybraliśmy sobie kolegów żeby z nimi korespondować. Fajnie mam chłopca w okularach, wydaje się sympatyczny, chociaż nie jest zbyt przystojny, w każdym razie trafiłam lepiej jak z Niemcem. Już zaczęłam pisać do niego list. Chciałabym żeby przez nich jakoś urozmaiciło się to moje życie. Chciałabym się z nim zaprzyjaźnić, bo jakoś w Polsce nie mogę nikogo znaleźć. Tomek znów nie dzwoni, co z niego za przyjaciel. Wątpię czy z Ronanem będę utrzymywać stały kontakt, trochę słabo znam francuski, ale jeśli trochę będę pisać i może jak on przyjedzie a później ja do niego do Francji to jakoś wyrwę się stąd trochę, otworzę taki swój mały korytarzyk na świat. Wreszcie będę mogła komuś poświęcić trochę czasu, w końcu pisać taki list po francusku to nie taka łatwa sprawa. W każdym razie Francuz jest znacznie sympatyczniejszy od Niemca, bo oni tez mają do nas niedługo przyjechać. Ale oni SA inni przynajmniej ten mój wydaje się beznadziejny, wygląda jak utuczony prosiak, dlatego tylko Francuz przedstawia jakąś nadzieję.
Zadzwoniłam do Tomka i nawet nie żałuję opowiadał jak był w Ostródzie, ale kiedy mu powiedziałam, że tez chciałabym się znaleźć w takim miejscu to stwierdził kategorycznie, że nigdy mi nie pozwoli, że to nie jest miejsce dla mnie. Skoro on tak uważa, to pewnie ma rację. Podobno zwykły koncert to nie jest koncert Punkowy, bo tam to już jest dno, więc jako szanująca się dziewczyna muszę siedzieć w domu i najwyżej pisać z jakimś Francuzem. Ale zaprosił mnie żebym pojechała z nim do WDK-u bo ma tam jakąś premierę. Jednak od czasu do czasu będę dzwonić do Tomka to mi poprawia nastrój. A on naprawdę po prostu ma tak dużo zajęć, że nie może poświęcać mi zbyt wiele czasu, muszę się z tym pogodzić. Mam w sobie jakąś energię, z którą nie wiem co zrobić, na razie słucham muzyki a to też coś daje. Już dziś chętnie pojechałabym do tej Francji i do Niemiec i do Rosji i na koncert, wszędzie.
Przyjechał właśnie wujek Adaś, lubię go i on też mnie lubi nawet nie wiem, za co. Dał mi 500 tyś na wycieczkę do Leningradu, ale tato to widziała to pewnie i tak będę musiała mu oddać, bo on mi już tez dał na ta wycieczkę, ale może jakąś stówkę da się uratować. Moja sytuacja finansowa ulega poprawie za to sytuacja duchowa zdaje się być trochę przytłumiona natłokiem wrażeń, bo i Francuz i Tomek i wujek. Wszyscy tak na jeden dzień.

No comments: