Saturday, December 19, 2009

91.04.26

Już pięć dni przeleżałam w łóżku, jest całkiem przyjemnie tylko, że przesłuchałam już wszystkie kasety z piosenkami turystycznymi- dokładnie 21, przepisałam sobie do nowego śpiewnika to, co mi się podobało a teraz słucham Pink Floyd. Przez to znów odrobinę unoszę się gdzieś dalej i zapadam w przyjemne otępienie. Tak łatwo jest zamknąć się w swoim własnym świecie. Wtedy zupełnie na bok odchodzą takie sprawy jak nauka nawet tak bardzo nie przeszkadza brak przyjaciół. Jestem ja jest moja mała lampka i muzyka.. A ja wchodzę do środka i nie ma już nic poza obrazami stamtąd. Chociaż nie znam angielskiego często wiem, o czym on śpiewa, nie wiem jak to się dzieje. Wczuwam się w niego wędruję po jego świecie czasem wcielam się w niego i to ze mnie zaczynają wychodzić dźwięki. Jednak zawsze mogę wrócić, i znów jest lampka i pełno pocztówek. To już mój pokój, leżę w łóżku i słucham muzyki. Już wpół do dwunastej jestem ciekawa czy ktoś dzisiaj zadzwoni. Możliwe, że Marta chyba będę musiała wybrać się do niej po zeszyty. Nie lubię do niej jeździć, źle czuję się w jej domu, nie mogłabym tam mieszkać. Nic tam do mnie nie pasuje, chociaż jej pokój nie różni się tak bardzo od mojego, ma nawet podobny regał, ale coś mnie tam odpycha, nawet nie wiem co. Najlepiej jest jednak w moim pokoiku bez niego byłoby strasznie. To śmieszne, ale on naprawdę dużo dla mnie znaczy. Chyba jeszcze nigdzie nie czułam się tak dobrze jak tu. Chociaż w całym moim życiu odwiedziłam może z 15 innych, ale wszędzie było tak obco i wręcz nieprzyjemnie. Może dlatego nie za bardzo lubię chodzić po znajomych, chciałabym, żeby to oni przychodzili do mnie ale całkiem możliwe, że oni czują to samo co ja. Chociaż przecież jak już ktoś do mnie tu przychodzi to wcale nie ma ochoty wychodzić, może jednak mój pokój może być przyjemny też dla kogoś z zewnątrz. Może jednak jest tu jakaś sprzyjająca atmosfera. Może tak samo jak ludzie jedni są odpychający a innych się po prostu lubi to może i pokój jeden przyciąga a inny jest nie do zniesienia.

No comments: