Saturday, December 19, 2009

91.05.07

Już jestem na wycieczce. Nie jest tak źle, chociaż nie obyło się bez rozczarowań. Po pierwsze nici ze studentów, w ogóle nie pojechali. Jest tylko nasza klasa i w sumie jest całkiem przyjemnie, chociaż prawie wszyscy okazali się nałogowymi pijakami. W sumie to trochę przykre, żeby w tak młodym wieku już schlewać się do nieprzytomności. Zarzygali swoje pokoje i tylko paru potem po nich sprzątało. Zaczynam coraz bardziej szanować narkomanów. W końcu oni osiągają ten sam a nawet lepszy efekt bez tego wlewania w siebie litrów płynnego świństwa. Szkoda, że ani jedno ani drugie nie jest sposobem na życie. Szkoda, że nie ma nikogo, kto by zastąpił myślenie o dwóch ostatecznościach, których nie chcę się nigdy chwycić. No ale cóż trudno, może się jeszcze wszystko ułoży. Leningrad jest naprawdę pięknym miastem. Człowiek w momencie, kiedy ma przed sobą ten cały ogrom sztuki autentycznie robi się mały i nic nie znaczący. Kiedy zdam sobie sprawę jak dużo ludzi musiało zginąć albo poświęcić całe życie żeby wnieść tylko taką małą cegiełkę w dzieło tworzenia tego miasta. Tylko w sumie, co mnie obchodzą ci ludzie, ja mam własne życie a w nim moje problemy ja pewnie nigdy nie zostawię po sobie nic, żadnej części, która będzie potem stała przez wieki i przypominała o moim istnieniu. A zresztą po co się przejmować, po co dbać o jakąś przyszłość, trzeba żyć teraźniejszością. A jeśli nawet nie teraźniejszością to chociaż nadzieją na wesołą najbliższą przyszłość.

No comments: