Saturday, December 19, 2009

91.06.18

Przeszłam dziś małą burzę w domu. Poszło o wakacje to znaczy o parę dni nad morzem, gdzie po pielgrzymce miałam zamiar z dziewczynami rozbić się namiotem. Artur to wszystko zaczął, bo powiedział o moich planach tacie i zaczęła się awantura. Skończyło się na tym, że mi kategorycznie zabronili, ale mama po cichu mówi, że jakby większa grupa ludzi na to szła to może jeszcze sprawę da się załatwić. Ale co Artur jest świnia to jest. Chociaż zastrzega się, że to wszystko dla mojego dobra. Więc dobrze najlepiej nie wypuszczajcie mnie z domu, bo jeszcze np. wpadnę pod samochód i będziecie mieć wszyscy wyrzuty sumienia, że pozwoliliście mi wyjść do sklepu, czy szkoły. Najlepiej przesiedzę całe życie w domu i tak tutaj zgniję i umrę, nie wiedząc, czym naprawdę jest to życie. Chociaż wakacje powinny być jakieś inne, swobodne z dala od domu, szkoły, opiekunów. No dobrze, wiem, że mam spływ, ale coś czuję, że to też nie będzie to, faktycznie Artur to już trochę przesadza z tą opieką. Chociaż nie wiem, może jednak nie będzie tak źle w końcu tym razem to ja mam towarzystwo a Artur jest bez dziewczyny. Przez chwilę chciałam mu zrobić na złość i jednak zadzwonić do Tomka, zapytać go czy nie chce popłynąć, ale chyba raczej z tego zrezygnuję, nie mam w sobie tyle animuszu, żeby do niego zadzwonić, jakby chciał to by nie zerwał kontaktu.

No comments: