Saturday, December 19, 2009

91.06.27

Nienawidzę mojego instruktora, dziś był tak niemiły, że miałam ochotę wysiąść z tego samochodu. Wiem, że jeszcze gubię się z tymi pasami jezdni, ale to nie powód, żeby tak wrzeszczeć i wyzywac od nienormalnych. Na koniec byłam tak wściekła, że aż się popłakałam, ale odwróciłam głowę to nawet nie zauważył, zwłaszcza, że z drugiej strony ktoś tam z nim zaczął rozmawiać a jak wysiadłam to zaczepiłam torbą o jego świeżo kupiony krawat i wyleciał na ulicę. Facet nawet nie zauważył, nie wiem może nawet przejechał po tym krawacie, ale byłam zbyt na niego zła żeby mu go podnieść, a nawet powiedzieć o tym krawacie. Niech sobie kupi nowy, albo sam go poszuka. Coś czuję, że do końca kursu będę tak na niego wściekła, że zostaniemy prawdziwymi wrogami. Ja potrafię się zrażać do ludzi. Tak bardzo potrzebuję czasami jakiegoś ramienia do wypłakania się i oparcia. Tak chciałabym się komuś wyżalić a tu ze wszystkich stron tylko sęki i mur. Nie mam nikogo i muszę tylko mocniej zaciskać zęby i po prostu się nie przejmować. A tak w ogóle to, dlaczego Tomek tak nagle zniknął, pewnie znalazł sobie jakąś milszą dziewczynę, ale nawet jeśli mógł mi to wyjaśnić i chociaż uregulować długi. Ale nie to jest człowiek, który lubi cię zostawić na lodzie. Wiedziałam to od początku, ale próbowałam o tym zapomnieć. Jak widać niesłusznie, dlatego nie należy mieć przyjaciół.

No comments: