Sunday, December 20, 2009

91.07.26

Prawie po spływie, zdążyłam raz wpaść do wody z gałęzi, oprócz tego przecieraliśmy z Arturem przejścia przez Łynę, obcinaliśmy gałęzie igielne leżącym na trasie drzewom, a było ich dość sporo, przechodziliśmy przez ucha igielne, to znaczy drzewa, w których przestrzeni pomiędzy wodą a drzewem starczało ledwie na kajak, ale bez osób wystających ponad. Dzisiaj już przeszliśmy wszystko, na koniec wywrócił się kajak i wszystko mamy mokre. To było świetne uczucie, kiedy kajak wywraca się do góry dnem, pływanie w dżinsach okazało się być jedyną przykrością no i dość dokuczliwa jest woda, która wsiąkła we wszystkie ubrania i jedzenie a trzeba dodać, że nie jest to też zbyt czysta woda. No, ale już trudno został nam już tylko chrzest, ale nie mój, a także pożegnalne ognisko z uroczystymi obchodami imienin Anny, czyli również moich.

No comments: