Sunday, December 20, 2009

91.08.04

To już szósty dzień pielgrzymki wczoraj aż się poryczałam, jednak to nie dla mnie. Nie przeszłam jeszcze połowy a już tak mam dość wszelkiego chodzenia, że już na pewno nigdy nie pójdę na żadną pielgrzymkę ani na żaden obóz wędrowny. Ludzie są sympatyczni, chociaż jak zwykle nikogo bliżej nie poznałam. Jest tu coś takiego jak ‘cichy przyjaciel”, ale to mało. Owszem ja też jestem takim „cichym” dla dość fajnego chłopca i dałam mu już ciasteczka, ale teraz już nie wiem, co jeszcze mogłabym mu podarować. Moim cichym jest na pewno jakaś dziewczyna, tez dostałam miętusy. Człowiek jest tutaj tak wypompowany, że ma dość wszystkiego. Ledwo znalazłam trochę siły i czasu żeby tu zajrzeć. Pod koniec trasy tak mi się już uginają nogi, że chyba przypominam kaczkę, coś okropnego.

No comments: