Sunday, December 20, 2009
91.08.16
Tyle się wydarzyło, że aż nie wiem, od czego zacząć. Po pierwsze razem z taką Basią wróciłyśmy na kilka dni do domu przy okazji zwiedzając Warszawę a później zaliczając wszelkiego rodzaju środki lokomocji w drodze powrotnej na pielgrzymkę. Także w sumie to szłam tylko ostatnie dwa dni a później były już Światowe Dni Młodzieży. Muszę przyznać, że było niesamowicie, Częstochowa roiła się od ludzi z całego świata, szkoda, że tylko jedną noc spędziłam w samej Częstochowie, kiedy już przyjechał papież a wcześniej spaliśmy w namiocie, bo Justyna była zmęczona, ale nie jest tak źle, na tym campingu poznałam bardzo fajnego chłopca kolegę Justyny jeszcze z podstawówki. On teraz chodzi do Jedynki też mat-fizu. Byśmy się w sumie za bardzo nie poznali gdyby nie to, że w ostatnią noc zostaliśmy w końcu sami w tej Częstochowie i jakoś tak zaczęliśmy rozmawiać. O na samych o rodzinie o wszystkim i o niczym. Przemek jest bardzo sympatyczny niesamowicie uczynny, chociaż ma podobnego pecha jak ja. Nad ranem byliśmy okazem dwóch nieszczęść, chociaż on okazał się na tyle wspaniałomyślny, że wspólnie okryliśmy się jego bluzą od dresu, chociaż miał pod spodem tylko koszulkę. Czułam się z nim trochę podobnie jak kiedyś z Marcinem na obozie harcerskim, którego on zresztą znał i lubił. Marcin też okrył mnie swoim śpiworem a jednocześnie nie było w tym nić z takiej taniej romantyczności. Po prostu koleżeństwo, grzeczność i bliskość w jednym podstawowym celu- rozgrzania a nie czegoś więcej. Przez Przemka napisałam kartkę do Marcina a właściwie napisaliśmy ja razem, teraz chyba wypada mi do niego zadzwonić, bo tak napisałam w kartce. W sumie to teraz wolałabym podtrzymać bardziej znajomość z Przemkiem niż Marcinem, ale zadzwonić przecież mogę a oni mieszkają w jednym bloku i pewnie też się kontaktują. Przemek nie jest zbyt piękny, ale bardzo przyjemny z wyglądu i nie tylko, no i tej nocy jakoś tak sympatycznie się z nim rozmawiało. Jeszcze rankiem, kiedy nie udało nam się odnaleźć grupy i dostać się na mszę z papieżem zaczęliśmy oboje błądzić autobusami, ale w końcu udało nam się trafić na camping. Po drodze musieliśmy jeszcze iść jakieś 3 kilometry i chyba ze zmęczenia coś mi padło na mózg i przez cały czas mówiłam takie głupoty, że on pewnie do tej pory nie wie, co o mnie myśleć. Ale cieszę się, że zostaliśmy sami, bo lepiej się poznaliśmy i było tak jakoś szczególnie inaczej znów bym nikogo nie poznała, do czego mam wybitne zdolności.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment