Już zdążyłam przyjechać do Plusk, tym razem nie jestem sama tylko z mamą i ciocią, z którą się już w miarę pogodziłam i oswoiłam, bo kiedyś się nie lubiłyśmy. Rozłożyłam sobie tzw. sułtańskie łoże z sześciu materacy zajmujące prawie cały pokój i teraz mogę się byczyć aż do bólu. Coś mi się zdaje, że to już koniec atrakcji na ten rok, za dwa tygodnie już rok szkolny, no może jeszcze przyjadą ci Francuzi, a ja jeszcze nawet nie odpisałam na list od Ronana. Głupio mi z tego powodu. Mam nadzieję, że mi to kiedyś wybaczy i że zdążę mu odpisać jeszcze przed ich przyjazdem. Ciekawe czy jeszcze będę się kontaktować z Przemkiem. On teraz jest w Zielonowie, czyli po drugiej stronie tego samego jeziora, co ja w tej chwili. Jego rodziców budują tam domek i on musi im bez przerwy pomagać. W sumie to on jest biedny całe wakacje pracuje, musiał jeszcze obok pomagania na budowie tez zbierać truskawki, naprawdę mi go żal. Ci jego rodzice nie mają serca. Jestem ciekawa czy on się jeszcze kiedyś do mnie odezwie, nawet nie ma mojego adresu ani telefonu, ale mógłby spytać Marcina. Tylko, że pewnie tego nie zrobi i już nigdy się nie spotkamy a byłby takim świetnym kolegą, tak miło nam się rozmawiało i to tak zupełnie zwyczajnie, on jest nawet lepszy od tego całego Tomka, abstrakcyjnego romantyka, kucharza, aktora i narkomana. Wszystko, co mówił było takie naturalne i proste, jak mu powiedziałam, że o mało się nie rozryczałam po dojściu do Jasnej Góry to powiedział, że on właśnie lubi ludzi, którzy potrafią się wzruszyć, nie lubi takich kamiennych serc. On też wydaje się być bardzo wrażliwy, oprócz tego, że jest w nim coś, co budzi zaufanie. On jest sobą, nie gra i to mi się w nim podoba. Chociaż jeszcze do końca nie poznałam jego charakteru, nad ranem, kiedy byliśmy sami był taki fajny, ale potrafił mnie tez zdenerwować, kiedy później opowiadaliśmy Justynie nasze przygody to niektóre jego uwagi były trochę wkurzające aż go musiałam w pewnym momencie walnąć łokciem w brzuch. Tylko on chyba specjalnie chciał mnie zdenerwować, bo w drodze prawie cały czas byłam wesoła i na okrągło się śmiałam, ale zastrzegłam, że potrafię się też wkurzyć no i on widocznie chciał to sprawdzić i dlatego próbował mnie wyprowadzić z równowagi.
On by się świetnie nadawał na przyszłoroczny spływ. Jeśli tylko kiedyś się skontaktujemy to go spytam, tak on byłby najlepszy. On tez pisał pamiętnik tez chciał się przenieść z mat-fizu do innej klasy, też ma pecha i w ogóle mamy dużo wspólnego.
Sunday, December 20, 2009
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment