Nici z bumelanctwa. Nie pozostaje mi nic innego jak zacząć się uczyć. Moja deska ratunku, moje przedłużenie wakacji... niestety przesunęło się aż do 30 września, dopiero wtedy mają przyjechać Francuzi. Na razie zbliżają się powtórzenia z zeszłego roku, coś przykrego, życie licealisty jest jednak beznadziejne. Jedyną nadzieją jest to, że może uda się dożyć do jego skończenia i opuszczenia na wieczne czasy amen.
Jestem ciekawa czy zdobędę się na odwagę i zadzwonię do Marcina. O czym jak mam z nim rozmawiać? Najpierw nie odzywam się cały rok, później piszę kartkę z Częstochowy i to na spółkę z jego kolegą, nie wiem jak to wyjdzie, ale z tego co pamiętam to potrafiliśmy gadać ze sobą dwie godziny przy czym on był w stosunku 2/3 do mnie. W końcu, czemu by nie odświeżyć znajomości z nim nie mam tych znajomych znów tak wielu.
Wednesday, December 23, 2009
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment