Thursday, April 8, 2010

91.10.21

Byłam dziś na pierwszym francuskim, na razie były tylko sprawy organizacyjne a od środy ma się już zacząć normalna nauka.
Coś dziwnego z geografii dostałam mierną a byłam pewna że niedostateczną, nie jest to powód do dumy ale zawsze jakaś miła niespodzianka. Z matmy zapomniałam wyznaczyć dziedzin więc nie wiem co mi wstawi całkiem prawdopodobne, że jedynkę, bo jej ocenianie jest niekonwencjonalne, nigdy nie wiadomo do czego się przyczepi. Jutro klasówka z polaka ale to jeszcze przeżyję, gorzej, że jutro jest też fiza a pojutrze historia a jutro mam po południu francuski to wcale nie jestem pewna czy zdążę się czegoś nauczyć. Oj już zanudzam ale przecież takie jest to moje życie, teraz nawet nie mam tak za bardzo o kim myśleć, bo jednak Ronan jest daleko i zresztą za mało się mną przejmował. Mógł się wstrzymać z tą Natalie, no ale trzeba wziąć poprawkę na tą ich żywiołową naturę. Ale w ostatni wieczór był słodki. Oh tylko ja teraz mu tak długo nie odpisuję, już więcej nie dam naszemu facetowi listu, pod tym względem Pan Krywko jest straszny. A mój biedny Ronan już od dwóch tygodni czeka na list. Ja jednak nie potrafię żyć w zupełnej próżni, muszę zawsze znaleźć sobie temat do rozmyślań, ale Ronan przestaje mi już wystarczać, no i ten język to jednak spora przeszkoda. Tę cechę chyba mam po mamie ona też lubi mieć kogoś do rozweselania życia. Tylko, że ona jeździ od 3 lat do sanatoriów i tam zawsze pozna jakiegoś adoratora z którym może sobie później pisać na post restante. I to jest właśnie w życiu piękne to są te drobne przyjemności życia. Ja niestety nie jeżdżę po sanatoriach i nie za bardzo mogę sobie znaleźć adoratorów, ale życie przede mną.
Przypomniał mi się Przemek, on był jednak świetny, i chyba ja mu się też trochę podobałam. No i ta nasza noc w Częstochowie, jednak to prawda, że ludzi najlepiej poznaje się wieczorami lub nocą. Pamiętam jak Michał z Anką szybko zostawili nas razem a my łaziliśmy po tej Częstochowie, nie dostaliśmy się na Jasną Górę a później zaczęliśmy sobie nad ranem opowiadać o własnych rodzinach i w ogóle o wszystkim, on był wspaniały. Czułam się przy nim tak naturalnie jakbym rozmawiała ze swoim bratem a później jeszcze siedzieliśmy na jakimś starym stole okryci jego bluzą, to były jednak niesamowite chwile. Chociaż jak już wracaliśmy rano to coś we mnie wstąpiło i zaczęłam się wydurniać nie wiem czemu jego obecność wywoływała we mnie taki humorystyczny nastrój, przez cały czas było mi wesoło i miałam ochotę się wygłupiać, a on biedny zupełnie już nie wiedział co o mnie myśleć. sam był już obrazem nieszczęścia bo w końcu całą noc nie spaliśmy, no a we mnie coś wstąpiło zaczęłam pleść coś bez sensu w ogóle zachowywałam się jak kretynka ale tłumaczyłam mu że tak reaguję na zmęczenie. Ale nawet wtedy stwierdził, że moje marudzenie jest sympatyczne. On był super, szkoda, że to się jakoś urwało, dlaczego wszystko co piękne musi się tak szybko kończyć? To smutne bo czułam, że on mógłby być moim przyjacielem, może nie chłopcem ale właśnie przyjacielem z którym można o wszystkim rozmawiać. Co by tu zrobić, żeby znów się z nim spotkać? Szkoda, że jestem dziewczyną i jest mi głupio samej do niego przedzwonić.

No comments: