Thursday, April 8, 2010

91.10.24

Mam dziś jakiś wyjątkowo podły nastrój, powoli popadam w minimalny dekadentyzm. jednak takie życie samemu nie należy do najprzyjemniejszych. Powoli dochodzę do wniosku, że nie można się tak odgrodzić od ludzi bo to do niczego nie prowadzi. Zycie wtedy traci sens, o ile przyjemniej byłoby mieć przyjaciół, z którymi mogłabym zawsze pogadać, jak mam takie jakieś nastroje, z którymi mogłabym się gdzieś wybrać, jednak żałuję, że urwał mi się kontakt z Przemkiem, tylko z nim i moim starym znajomym z obozu harcerskiego Marcinem moglibyśmy stworzyć stworzyć fajną paczkę. Oni obaj mieszkają w tym samym bloku i nawet się lubią, a ja jeszcze rok temu nawet spotkałam się z Marcinem, ale to wszystko jakoś się pourywało. szkoda chociaż to w sumie moja wina. Na Marcinie nie tak bardzo mi zależało i w pewnym momencie przestało mnie to bawić, szukałam czegoś innego. Oderwałam się od wszystkich nie wiadomo dlaczego marząc o wielkiej miłości która może nigdy się nie pojawić. Dlatego trzeba organizować sobie coś pośredniego takie właśnie kumplowskie układy pomogłyby mi przejść przez życie weselej. Nie mogę powiedzieć, że jestem odepchnięta przez społeczeństwo, w klasie nawet raczej mnie lubią, może nie jestem popularna ale mi na tym nie zależy. Problem jest w tym, że to wszyscy inni są dla mnie zbyt mało ważni, obojętni, chociaż nawet większość ludzi w klasie lubię ale i tak to nie jest to, jestem od nich jakaś z daleka, czuję mały ale jednak dystans, nie wiem za bardzo co zrobić żeby to zmienić. Na jutro w ogóle się z niczego nie nauczyłam nie chciało mi się.

No comments: