Friday, April 9, 2010

91.11.11

Dziś był ostatni dzień laby trzech dni wakacji, takie święta narodowe to bardzo sympatyczna sprawa. Szkoda, że jest ich tak mało. Ostatnio dużo siedzę sama w domu. Mama pojechała na 3 tygodnie do babci a tato też teraz ma jakąś fuchę i wychodzi popołudniami. Jeszcze dwa lata temu wykorzystałabym ten wolny czas na swobodne nieograniczone w formie i czasie rozmowy telefoniczne ale teraz nie mam już do kogo i po co dzwonić a zresztą nawet mi się nie chce. W ogóle to nic mi się już nie chce. Jak egzystować to egzystować, co ja się będę wysilać na jakieś aktywne życie. Telewizja, książki, odwiedzanie kotków, robienie jedzenia, teraz też zmywanie, muzyka, czasem taniec, no i w przerwach nauka to teraz całe moje życie. W sumie to i tak ledwo się wyrabiam czasowo, gdzie ja jeszcze znajduję czas żeby wyjść do szkoły np i na dodatek jeszcze dwa razy w tygodniu na francuski? Sama nie wiem jak się wyrabiam, stanowczo się przepracowuję. No ale dość tych świństw, jak to zwykł mawiać mój zdegenerowany braciszek i lepiej teraz sobie poczytam książkę albo pójdę spać. Jutro już do szkoły, ja chyba oszaleję, życie jest piękne dopóki nie trzeba iść do szkoły zwanej polskim liceum. Tak swoją droga ciekawe czy Ronan dostał już list ode mnie, mógłby już odpisać.

No comments: