Moje wybiegi psychologiczne odnośnie agitacji własnego rozumu gówno dały! Na 100 procent dostanę kolejną pałę z chemii, już zupełnie nie wiem jak mam się przekonać, że chemia jest w sumie prostym przedmiotem i w ogóle nie ma przecież żadnego problemu. Nie wiem ale tak serio chyba naprawdę zacznę kuć z tej chemii i zgłaszać się do odpowiedzi bo nie wygląda to najlepiej, 3 pały i nic poza tym sytuacja zrobiła się co najmniej groźna. Z matmy tez nie spodziewam się dostać niczego dobrego, z fizyki już lepiej mam tendencje zwyżkowe z ostatniej klasówki dostałam już 3 z plusem w sumie tylko przez jednostki no ale n już trudno. Najgorsza teraz jest ta chemia chociaż i geografia wisi nade mną jak widmo nad portowym miasteczkiem z horroru Mastertona. Tato albo dziś albo jutro ma wpaść do szkoły jak zobaczy ta ilość pał jaką zdążyłam nałapać to się chyba podłamie, żeby tylko udało mi się go namówić na ten wyjazd w góry.Jak to nie wypali to chyba się powieszę. mam już tak serdecznie dość tego cholernego liceum, że już nie wiem czy zdołam je skończyć bez szwanku na umyśle. To się wydaje coraz mniej realne. Dle3czego ja się właściwie tak męczę po co to wszystko, czy naprawdę to takie konieczne żeby do czegoś dojść? No niestety jest, cóż robić? Moja psychika wyraźnie opiera się temu natłokowi wiedzy ogólnej, zawsze wkrada się pytanie po jaką cholerę mam się tego uczyć skoro po wyjściu ze szkoły i tak o tym zapomnę? Najsensowniejszym przedmiotem jest jeszcze polski i historia, tylko to uważam, że jakoś wzbogaca mnie intelektualnie bo ta reszta to stek bzdur dla fachowców, może i potrzebnych ale nie mnie. Chemia, fiza, matma, geografia najchętniej wyrzuciłabym to z mojego planu lekcji.
Nie mogę jeszcze dojść do siebie, chciałam już badać psychikę kotków, bo chociaż zawsze ciągnęło je do domu to dziś chociaż im otwierałam drzwi to jakoś nic, nie wykazywały chęci, siedziały grzecznie na swoim terenie w piwnicy. Pomyślałam, że po prostu są takie nieśmiałe, że wiedzą, że nie przez wszystkich domowników są tu mile widziane i wolą siedzieć tam gdzie zostały przydzielone a tu wchodzę do łózka i co widzę? Kupę, dobrze, że na niej nie usiadłam, ale i tak doznałam niemiłego szoku. Jeden z kociaków po prostu wlazł i zrobił mi kupę na kołdrę. Musiałam wymieniać pościel i w ogóle pozbyć się tego świństwa. Oh a ja już myślałam, że one są same z siebie takie grzeczne a one po prostu się bały, albo zawstydziły tym co zrobiły.Już nie wiem co z nimi zrobić. Ale swoją drogą zawiodłam się na nich, to ja chciałam, żeby sobie łaziły gdzie chcą a one mi robią kupę do łózka!No toż to się można chlasnąć. Dobrze, że przynajmniej wiedzą, że zrobiły źle i czują się winne, to już coś. Ale jednak jeszcze nikt nigdy nie zrobił mi kupy do łóżka!
Już nie wiem co ze mną będzie znów cały dzień przebomblowałam, nic się nie uczyłam zrobiłam tylko mini ściągę na biologię, na tym koniec mojej pracy, no nie zinterpretowałam też wiersz Tetmayera pt. "Nie wierzę w nic" Poszło mi dość sprawnie to pewnie dlatego, że podzielam momentami te jego dekadenckie poglądy. sama mam często dość wszystkiego i szybki się zniechęcam, pocieszam się tylko ta daleką przyszłością i to mnie rożni od Tetmayera. On widzi już tylko ucieczkę w Nirwanę a ja mam zamiar jednak jeszcze trochę pożyć. Może to dlatego, że jestem jeszcze młoda i nie zdążyłam się jeszcze całkowicie rozczarować. Chociaż nastrój sceptycyzmu gości w moim życiu niestety dość często no ale mam też przebłyski uczuciowości. Są nawet chwile kiedy idę na całość, nie analizuję tylko po prostu czymś się cieszę. Ale to niestety rzadkie zrywy. Jednym z takich przebłysków optymizmu był czas kiedy odwiedzili nas Francuzi przez moment byłam już inna, bardziej spontaniczna, żyjąca jeśli nawet nie jeszcze teraźniejszością to chociaż najbliższą przyszłością. A teraz to wszystko znów się oddala, ten cały kolorowy wesoły zabawowy czy miłosny świat. Znów tylko ta przykra w odbiorze teraźniejszość, znów ta parszywa szkoła, te same problemy i ta nuda i to nawet nie ta którą lubię to znaczy po prostu leżenie i słuchanie muzyki ale ten inny pracowity rodzaj nudy,nuda codzienności, szarości, bezsensowności wysiłków, czyli całe moje realne życie. Dobrze, że chociaż czasem mogę się od tego oderwać i posłuchać muzyki, albo obejrzeć fajny film jeśli by i tego zabrakło to już naprawdę nie wiem co mogłoby mnie jeszcze trzymać przy życiu.Tym optymistycznym akcentem już chyba na dziś zakończę te moje wywody o życiu, no ale skoro ono jest wciąż takie same to co mogę lepszego wymyślić? Geniuszem nie jestem więc "prochu" nie wymyślę ale takie popisanie sobie samej też jest jakąś drobną radością, chwilowym nastrojem uchwyconym może na zawsze, może całkiem niepotrzebnie ale jednak. Kto wie, może kiedyś znajdzie się człowiek, który zechce mnie poznać i z tej strony?
Friday, April 9, 2010
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment