Monday, May 31, 2010

91.11.29

Nikt do mnie nie dzwoni, tacy są ci wszyscy przyjaciele, no ale trudno dziś sama może do kogoś wpadnę po zeszyty, tylko jeszcze nie wiem do kogo. dziś moja klasa ma świętować Andrzejki, mogłabym też wpaść do Antraktu ale jakoś tak samej mi się nie chce poza tym odwidziały mi się już te klasowe zabawy, w końcu to tylko picie połaczone z wdychiwaniem dymu z papierosów którego nie znoszę. Na pewno tam nie pójdę to nie ma sensu. Mam dziś jeszcze francuski, mam nadzieję, że babka już sprawdziła list do Ronana chciałabym go już wysłać, w końcu on już na pewno na niego czeka. Muszę się przyznać że jednak bardzo go lubię, on coś w sobie ma, patrząc na zdjęcie to raczej nic ciekawego ale obcując z nim to zupełnie co innego, on wręcz tryska urokiem osobistym, chociaż nie jest zbyt przystojny i za chudy ale to wszystko gdzieś znika, nie wiem na czym to polega.
Jednak zadzwoniłam do Marty kiedy powiedziała, że nie może mi przynieśc zeszytów zadzwoniłam też do Piotrka i przed francuskim wpadłam do nich, znaczy poszłam do Piotrka ale zaraz przeszliśmy obok do Przemka tego aktualnego kaleki, ma chłopak powodzenie było tam u niego sporo ludzi. Wesoło tam było ale niestety szybko musiałam się zmyć, w sumie to też nie jestem pewna czy byłam tam szczególnie mile widziana to gromadka dobrych kumpli którzy lubią sobie swobodnie pogadać a przy mnie pewnie nie byli już tak swobodni, chociaż sama nie wiem w sumie nie było sztywno, chyba było im obojętne czy tam jestem czy nie. Swoją drogą kiedy oni się tam zbiorą w takim składzie to zdrowo wszystkich obrabiają. Ciekawe co mówią o mnie. Przypomniał mi się mój pierwszy instruktor na kursie prawa jazdy, to przez to, że rozmawiałam o tym z Przemkiem. Czego ja nie wyprawiałam podczas tych jazd, kłóciliśmy się jak stare dobre małżeństwo. Aż mi się wesoło robi na wspomnienie ile to razy krzyczałam do niego że go nielubię ile to razy odpowiadałam mu przez zaciśnięte zęby albo wręcz krzycząc. W sumie go lubiłam ale jednocześnie nie potrafiliśmy przeżyć obok siebie nawet jednej godziny, on we mnie wskrzeszał nadmiar energii która na nim wyładowywałam. Co innego było z Soplem, z nim po prostu się lubiliśmy, żartowaliśmy non stop ale ani razu nie byłam na niego wściekła. A z Piotrusie po prostu się żarłam, czasem na żarty czasem całkiem na serio ale non stop. Już nawet nie pamiętam czy w końcu rozstaliśmy się w zgodzie czy dalej na wojennej ścieżce. Będę musiała zajrzeć do pamiętnika, ale tak w sumie to go nawet lubiłam niezależnie od tego co sobie wzajemnie nagadaliśmy. Juz po dwunastej a mnie jak zwykle odechciało się spać to przez te wspomnienia, ciekawe czy kiedykolwiek jeszcze się spotkamy.

No comments: