Friday, July 9, 2010

91.12.02.

Oprócz tego,że zapytała mnie z fizyki i dostałam kolejną już dwunastą pałę, to wracając z francuskiego poznałam całkiem sympatycznego pana. Już niestety trochę dojrzałego ale rozmawiało się z nim bardzo przyjemnie. Jest taki oczytany, zna się na kinie, można powiedzieć człowiek kulturalny. Chociaż przy okazji zdołał się już prawie wszystkiego o mnie dowiedzieć. Tego, że nie mam chłopca, że chodzę do klasy 3 w LO II i że wybieram się na prawo ale też, że chcę malować i, że mam na imię Ania i mieszkam na kruczej i że jestem dziewicą. Jak widać rozmowa przebiegała dość rzeczowo zwłaszcza dla tej drugiej strony, bo ja wiem tylko tyle, że pan jest już trochę starszawy, nieźle wyrobiony, inteligentny, ale i trochę wścibski, cwany, szukający okazji, no i troszeczkę mający zbyt duże mniemanie o sobie. Chociaż faktycznie zna się na sztuce, nazwiskami ze świata filmu i na dodatek ich co ciekawszymi wypowiedziami rzucał jak z rękawa, jest na dodatek ładnie mówiący tyle, że może zbyt cwany, że trudno byłoby mu zaufać. Chociaż to rzecz wątpliwa żebym go miała jeszcze kiedykolwiek spotkać, więc nie ma problemu, nie zbałamuci mnie. Chociaż taki dojrzały znajomy to nawet niezły pomysł tyle że w roli powiedzmy wujaszka. Wątpię czy jeszcze go kiedyś spotkam, zresztą może to i lepiej, bo kim on mógłby dla mnie być? Niby w historii związków znane są różne relacje pomiędzy licealistkami i starszymi panami, ale mi to raczej nie grozi. Owszem pan ma tak zwane wnętrze, duszę artysty, gust, może skłonność do lekkiego wyolbrzymiania a może i faktyczna orientacja w dziedzinie sztuki i krytyki, można powiedzieć człowiek z ogładą, wyrobiony, chociaż jest w nim też coś naturalnego, to jakby Tomek w dojrzalszym wydaniu. Tak to podobny typ człowieka, potrafiący czarować swoją osobowością artysty, albo romantyka wręcz wypływającą z niego wraz z precyzyjnie formowanymi pięknymi zdaniami. To taki drobny epizod, który jednak wart jest odnotowania. zawsze to jakieś urozmaicenie. Niech ten mój braciszek mówi co chce, że wszyscy artyści, poeci, humaniści to pasożyty, bo to na inżynierach opiera się świat, ale mnie i tak to do nich właśnie ciągnie. Nic nie poradzę na to, że podobają mi się ludzie oczytani, potrafiący zachęcić do rozmowy, mnie która sama często nie potrafi niczego zacząć. To właśnie tacy ludzie są ciekawi choćby robili to tylko dla takich dziewcząt jak ja. Tomek był taki, ja się przy nim trochę idiotycznie zachowywałam ale jemu nie mogę dużo zarzucić. Może to dzięki niemu nawet trochę się rozwinęłam, to można poznać choćby po ilości kartek zapisanych w tym pamiętniku odkąd go poznałam, w treści oczywiście też. To przy nim skierowałam się na tą drugą niezależną ścieżkę na której o wiele lepiej sobie radzę. Chyba przy nim zaczęłam po prostu wierzyć w siebie. Zaczęłam pisać swoje wierszyki i malować po tym jak to on stwierdził, że w moich rysunkach coś jest. Był mi wtedy potrzebny i zjawił się, choć nie obyło się bez żalu, że tak szybko zrezygnował.Możliwe, że to przez mnie, ale co ja mogę wiedzieć. Kiedyś widziałam go na mieście z jakąś blondyną, może to była koleżanka, a może ta stara wielka miłość a może nowa dziewczyna do pocieszania. On dalej trzyma moją kasetę i pierwsze wiersze, może kiedyś do niego zadzwonię kto wie.

No comments: