Saturday, July 10, 2010

91.12.09

To mam tydzień zwolnienia, u lekarza byłam tak rozkojarzona, że jak mnie spytał jaką mam temperaturę to najpierw odpowiedziałam, że 28 a później poprawiłam, że 48 i dopiero sobie przypomniałam że ta właściwa to 38, pewnie go rozśmieszyłam. W ogóle dzisiaj jest mi jakoś wesoło, znów ma tyle czasu dla siebie i po południu ma wpaść Tomek. Sama nie wiem dlaczego go lubię, tak juz jest i już.
On chyba nie przyjdzie, pewnie znów coś mu wypadło ale już się do tego zdążyłam przyzwyczaić taki już jest Tomek, ale już znudziło mi się gniewanie się na niego. No więc nie jestem na niego zła, może przyjdzie jutro a jak nie to i tak kiedyś się odezwie. Och ten mój biedny narkoman co ja mam z nim robić? Kiedy ja go przestanę lubić? Sama nie wiem ale mam nadzieje ze spotkamy się w najbliższym czasie. On już nawet nie jest w stanie zbytnio mnie zawieźć może dlatego, że staram się niczego od niego nie oczekiwać, chociaż jednocześnie w jakimś dziwnym niewymiarowym znaczeniu zależy mi na nim i na każdym nowym spotkaniu z nim. To jest dość ciekawe zjawisko, może dla mnie trochę niebezpieczne ale przecież ten brak oczekiwania na cokolwiek jest jakąś formą samoobrony przed zawodem, bo wiem że Tomek dość często powodowałby we mnie takie odczucia, jakiegoś żalu, zawodu, on to potrafi dlatego może podchodzę do niego na innych zasadach. W każdym razie on ma we mnie przyjaciółkę chociaż może wcale o tym nie wie. Chyba znów zbyt dużo o nim myślę. Za dwa tygodnie wyjeżdżam w góry, tam pewnie znów poznam kogoś fajnego. Może wtedy całkiem zapomnę o Tomku? Nie wiem to zależy trochę od niego od tego co znajdę w zamian i pewnie od jeszcze wielu innych czynników, na razie wiem tylko tyle, że jest we mnie jakaś drobna część którą mogę poświęcić właśnie dla niego, oczywiście jeśli on tego zechce.

No comments: