Tuesday, July 27, 2010

91.12.31.

Przez te dwa dni pojeździłam sobie z Jarkiem, tym instruktorem. Najweselsze były jazdy parami już pod koniec trzymając się za rączki to była super zabawa. Oprócz tego tylko wieczorne partie tysiąca, czasem wesołe wieczorki w towarzystwie Jarka, Agnieszki, Agaty no i Gniewka, czyli Stoigniewa. Siedzę obok niego przy stoliku. Niezły z niego olewacz ale bardzo sympatyczny, lubię takich luźnych ludzi. Cieszę się, że tu przyjechałam na stoku jest świetnie, zwłaszcza jak tak trochę poświrujemy z tą jazdą za rączki. Czasem tylko we dwójkę z Jarkiem a czasem uzbiera się też więcej osób.
jedno co mnie trochę martwi to fakt, że aktualnie marnuję Sylwestra. Na dole już rozstawiono stoły, siedzi tam pełno ludzi w średnim wieku trwają debaty przy wędlince i koniec. Nasza piątka gdzieś się rozpadła, a ja beznadziejnie się poczułam na tej sali. Nie wiem zupełnie co z sobą zrobić. Nie wiem gdzie jest Agata z Gniewkiem, Jarek ogląda telewizję ale mi się nie chce trzeci raz oglądać "Poszukiwaczy zaginionej Arki". No i co siedzę sobie w pokoju i coś tu skrobię bez sensu. Jestem jednak straszną dziwaczką. Po prostu tragedia ale nic na to nie poradzę. Po prostu nie potrafię bawić się na siłę, no niby mogłabym zapukać do pokoju Gniewka, jakoś wmieszać się w towarzystwo mieszkające obok, zwłaszcza, ze trochę ich już znam, ale ja tak nie potrafię. Odechciewa mi się wszystkiego, do dupy ten Sylwester, już chyba nawet w Olsztynie byłoby lepiej, może udałoby mi się go spędzić z Tomkiem kto wie? Ogarnia mnie stan beznadziejności a jeszcze niedawno było mi tak wesoło, na takich imprezach zawsze siadam, tracę wątek, najchętniej poszłabym po prostu spać.

No comments: