Tuesday, July 27, 2010

92.01.04

Już niedziela rano a ja czekam na swój pociąg do Olsztyna i nie mam co robić. Ostatnie dni były naprawdę wspaniałe. Jeździłam sobie z Gniewkiem, chociaż tego nie można nazwać normalną jazdą, wszystko zaczęło się od tego, że na siebie wpadliśmy no i ten upadek był tak przyjemny, że postanowiliśmy kontynuować ten rodzaj szczególnego sportu. Zaczęliśmy się bawić w przewracanki najeżdżając na siebie regularnie, przez to jestem strasznie poobijana ale dziwnie szczęśliwa. Na koniec już spasowaliśmy i po prostu pod koniec trasy jeździliśmy objęci ale starając się już nie przewracać. Bardzo go polubiłam. W sumie jakbyśmy się uparli to moglibyśmy razem studiować prawo w Warszawie. Muszę się nad tym poważnie zastanowić, im bardziej go poznaję tym bardziej go lubię. Po prostu uwielbiam z nim przebywać, szkoda, że nie chodzimy do jednej szkoły od razu byłoby tam weselej. Dałam mu swój adres i mam nadzieję, ze nasze kontakty za szybko się nie skończą, on jest takim świetnym kumplem, mogłabym z nim robić wszystko, żartować, bawić się, nudzić się, rozmawiać na bezsensowne tematy i to jest piękne. Muszę z nim utrzymać jakoś kontakt, mój uroczy Stoigniew należy do tych ludzi, dzięki którym chociaż częściowo życie nabiera jakiegoś sensu. No i koniec złudzeń. Już jestem w domu. To jednak straszne, że wszystko co piękne tak szybko się kończy. Jeszcze żyję wspomnieniami a tu rodzice już mnie trochę otrzeźwili mówiąc, że dzwoniła Marta i że znów od jutra mamy pełno klasówek i jak zwykle cała zaaferowana tą szkoła coś tam przeżywała, że mnie jeszcze nie ma. Aż mi się rzygać zachciało na to wspomnienie. Jeszcze półtora roku muszę wyrwać się od tych ludzi, tej zupełnej prowincjonalnej głupoty. Jednak widać różnice między ludźmi a o Warszawiakach-narciarzach mam jak najlepsze zdanie. Oprócz tego ,że jeszcze ciągle żyję wspomnieniem nart to na dodatek Ronan napisał. Niedługo muszę mu odpisać bo prosił o moje wrażenia z gór. Na razie to najchętniej napisałabym albo zadzwoniła do Gniewka, szkoda, że nie zapytałam go o wyjazd do Czechosłowacji w góry bo on właśnie tam jedzie, może udałoby mi się pojechać z nimi.Ale chyba sobie jednak dam spokój bo to może już trochę głupio. Na razie Gniewek obiecał napisać kartkę jak będzie tam w górach. Zupełnie nie mogę ochłonąć ze wspomnień i nie mogę się wziąć za tą cholerną chemię. Najchętniej poszłabym na narty albo ponudziła się razem z Gniewkiem. Rodzice nawet poważnie zastanawiają się czy nie wysłać mnie na studia do Warszawy, czyż to nie byłoby piękne, z Gniewkiem stanowilibyśmy wspaniały duet. Byłoby tak wesoło, ciekawe tylko czy jest to możliwe do osiągnięcia. Przez niego nawet się tą szkołą zbytnio nie przejmuję jeśli nie uda mi się poprawić chemii w tym półroczu to jakoś to zrobię w drugim.Ten mat fiz to był jednak mój błąd życiowy, Gniewek na profilu humanistycznym już w ogóle nie ma chemii za to ma 6 polskich, włoski, francuski i łacinę i tylko jedną matematykę, toż to bajka. Jak ja mu zazdroszczę, och żeby tylko utrzymać z nim kontakt, bo przecież pomimo ogólnego olewania to ja mu się raczej podobałam i chętnie sam starał się być blisko mnie. On podobno jeszcze nigdy nie miał dziewczyny, ciekawe czy dlatego, że nie spotkał fajnej, czy że one nie widzą w nim tego uroku. Może on to po prostu olał jak zwykle. Ale na razie wolałabym być jego kumpelą niż jakąś dziewczyną bo go po prostu bardzo lubię i on mnie chyba też.
Zawsze z każdego wyjazdu mam kogoś o kim mogę myśleć i kto wydaje się być tym najsympatyczniejszycm i najfajniejszym. Z tych wyjazdowych chłopców, których tak polubiłam to właśnie jest Tomek, Przemek i Gniewek. Oni wszyscy mają w sobie to coś co mi się podoba i mi odpowiada. Teraz najświeższy jest Gniewek i dlatego to z nim układam jakieś plany. On mi się wydaje idealny do współżycia jako przyjaciel, no nie powiem jako chłopiec też mi się podoba, jest bardzo zgrabny i ma sympatyczną twarz, nie wiem jak wytrzymam cały rok a może i więcej żeby go znów zobaczyć. Żeby chociaż napisał karteczkę. Ten mój przesympatyczny kolega, który otrzepywał mnie ze śniegu po każdym wspólnym upadku, który pomimo dość ostrego dowcipu dla mnie zawsze był miły, no już nie wiem co mogę jeszcze powiedzieć, on mi się po prostu podoba. Jeszcze jedna pokrewna dusza na tym pustkowiu. Oh, żeby tylko jakoś utrzymać z nim kontakt, może wybrać się latem do Warszawy i sobie z nim połazić? Nie wiem zupełnie co robić. W każdym razie pewne jest to, ze ten chłopiec zostawił we mnie jakieś piętno, które chyba zbyt szybko nie zejdzie. Szkoda, ze nie mieszkamy w tym samym mieście. Tak swoją drogą to trochę niepokojące, że mi się najbardziej podobają takie lewusy, w końcu Gniewek to prawdziwy leń, któremu podobnie jak mi zupełnie nie chce się nic szczególnego robić w życiu. Dlatego chcemy skończyć tylko jakieś studia i w miarę lekko przejść przez to życie. Może właśnie to nas zbliża, ta naturalna niechęć do zbytniego wysiłku. W końcu zawsze można olać to wszystko. Szkoda tylko, że tak zupełnie nie mogę olać szkoły bo jej po prostu nie skończę ale na jakieś lepsze oceny nie ma mowy nie chce mi się. Mam nadzieję, ze tylko jakoś zdam i na tym kończą się moje życzenia odnośnie szkoły.
No nie mogę po prostu nie mogę jeszcze dojść do siebie po tych nartach, zupełnie nie mogę się przestawić. Jeszcze tylko 3 tygodnie szkoły a potem znów ferie, och jak ja to przeżyję. Ciągle myślę o naszych wspólnych wariacjach na śniegu. Przypomniało mi się jak Gniewek mówił, że jego ojciec studiował 12 lat, żeby uniknąć wojska a i tak wzięli go na koniec do karnej kompanii, on ma taką wesoła rodzinkę. To były moje najlepsze ferie. To piękne, że co roku wydaje mi się ze te wyjazdy są coraz fajniejsze. Jak już tylko zaczynam mieć jako takie powodzenie od razu wierzę, że i przyszłość powinna być nienajgorsza, po prostu wszystko w swoim czasie.

No comments: