Sunday, February 6, 2011

92.01.28

Od dwóch dni jestem w Niemczech. Okazuje się, że mój Ralph ma już dziewczynę i cały czas spędzają razem. Ona nawet mieszka razem z jego rodziną. Także już wszelkie więzi których zresztą wcale nie było zostały zerwane całkowicie. Wczoraj mieliśmy dzień wspólnego zwiedzania miasta a później wybraliśmy się do kręgielni, tam było całkiem sympatycznie. Dzisiejsze przedpołudnie różniło się tym, że chodziliśmy sami po mieście a później była wspólna impreza w takiej chacie w lesie. najpierw jak zwykle bawiłam się beznadziejnie tańczyć mi się nie chciało ale później zagrali kilka fajnych kawałków takich do szaleństwa. Nie powiem jest tu kilku całkiem fajnych Niemców, no ale cóż z tego oni są mi nieznani. Ale kiedy puścili Nirwanę to sobie właśnie z nimi trochę potańczyłam ale to był moment ogólnie było drętwo. Niestety na takich imprezach konieczny jest towarzysz bo teraz już w ogóle nie ma w zwyczaju proszenia do tańca, to po prostu samo wychodzi albo nie. U mnie to jest to zazwyczaj ta druga opcja. Nie mam zbytniego powodzenia chyba, że trafi się jakiś stały towarzysz ale wtedy jak zauważyłam tez mi się to nudzi. Przykłady: Michał a teraz w górach Jarek. Są chłopcy z którymi chciałabym tańczyć ale mi to nie wychodzi i są chłopcy którzy chcą tańczyć ze mną ale mi to znów średnio odpowiada wiec w końcu zostaję sama. Taki już mój los. Ale w sumie to gorzej jak z tym Niemcem to już trafić nie mogłam, nie dość, że mieszka tak jakoś staroświecko, w sumie w takiej wiejskiej chacie to na dodatek sam jest brzydki i mrukliwy i jeszcze ma dziewczynę. Istna tragedia, ale najważniejsze, że zabiera mnie gdzieś wieczorami a tam się już bawię oddzielnie. Mam nadzieję, że mój Francuz będzie wolny przynajmniej na czas mojego przyjazdu i że to on będzie moją parą a nie znów wyjdę na piąte koło u wozu.

No comments: