Miałam prawdziwy dzień zakochanych. Raz w szkole oczywiście luzy, serduszka, ogólne szaleństwo ale najciekawsze to dopiero popołudniu. Zaczęło się od kompaktów wypożyczyłam je razem z Piotrkiem no a potem tak jakoś wyszło, że poszliśmy razem do kina na "The Doors". Przeżycie było niesamowite, zastanawiam się czy takie życie nie jest lepsze od tego całkiem normalnego, tak pożyć na całość, wpaść w szaleństwo i umrzeć młodo. Jim Morrison żył 22 lata i te 3 ostatnie go wykończyły. Ale w tym krótkim czasie miał to czego wielu ludzi nie ma przez cały długi czas tego spokojnego nudnego nic nie znaczącego życia. Naprawdę nie wiem co jest lepsze.
Po filmie spytałam Piotrka co o mnie myśli, zresztą sama zaczęłam od mówienia mu o tym co on o mnie myśli i że chciałby coś zacząć ale albo się boi albo nie wie jak albo że jest nieśmiały albo już sama nie wiem co, i że boję się po doświadczeniach z Michałem cokolwiek zaczynać. Na dodatek jak gadał na mój temat to mu się wyrwało, że jak to powiedział, kocha mnie. Nie wyszło mu to zbyt naturalnie, sam to stwierdził, że to banalne, ale jednak już zupełnie się zdradził i odkrył. I tak stanęło w martwym punkcie, w ogóle jakoś tak dziwnie się z nim rozmawiało, ja strasznie reaguję na jego spięcie, sama się robię spięta. No ale teraz sama nie wiem co mam z tym Piotrkiem robić. W sumie to przecież nawet go lubię i skoro on mnie naprawdę lubi to nie powinnam tego tak łatwo odrzucać. On może się stać moim prawdziwym przyjacielem, jutro ma do mnie wpaść, teraz chyba trochę się wszystko zmieni.
Sunday, February 6, 2011
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment