Sunday, February 6, 2011

92.02.15

Był Piotruś i przegrywaliśmy kompakty i w sumie było po staremu, bez żadnych romantycznych gestów, prawdziwy kolega i koleżanka, on w sumie jest do mnie bardzo podobny i lubimy identyczna muzykę, coś mi się zdaje, że naprawdę go ostatnio polubiłam. Ma tam swoje gafy, tak, że wtedy sama nie wiem czy on mnie lubi czy nie i co on naprawdę o mnie myśli no ale on sam pewnie tego nie wie. Ale jednak odrobinę mnie poruszył tym wczorajszym wyznaniem. Chociaż było to takie dziwne między wierszami zupełnie nieromantyczne, z wyjaśnieniami ale jednak "można powiedzieć, że Cie kocham...ale.." To jest jednak jakiś drobny wstrząs nie mogę tego tak łatwo zapomnieć, chociaż dzisiaj wszystko było raczej po staremu, ale za to wydawał się być jakiś spokojniejszy już się nie trząsł i w ogóle nie było źle. Chyba za dużo wczoraj mówiłam o tym, ze dobrze mi samej, że przyzwyczaiłam się do tego, że Michał tak szybko mi się znudził i mam dlatego niemiłe wspomnienia. Pewnie mocno w to uwierzył i zrobił się jakby chłodniejszy. Słowo daje, że nie wiem już co z nim robić i jak z nim postępować. Raz jest miły sprawia wrażenie beznadziejnie zakochanego a zaraz jest zwykłym docinającym kolega z klasy. jednak jestem chyba trochę zbyt wrażliwa na ludzi jeśli już ktoś zwróci na mnie uwagę to nie potrafię tak zupełnie przejść obok obojętnie. Gdybym nie wiedziała, że cokolwiek znaczę dla niego to w ogóle nie zwróciłabym na niego uwagi, ale to się jednak wyczuwa, czyjąś sympatię, czy coś innego. Po prostu mu się spodobałam, nie wiem czy mocno czy to tylko takie przejściowe ale jednak coś go tam do mnie ciągnie. Spodobało mi się, że ktoś choć trochę się o mnie stara oprócz tego uwielbiam chodzić do kina. No cóż może Piotrek nie jest przedmiotem moich marzeń z wyglądu tez raczej średnio mi się podoba ale podbił mnie trochę ta swoja nieśmiałością, lobię nieśmiałych chłopców jest w tym coś sympatycznego. Chociaż nie wiem jak to się może ułożyć z Piotrkiem. W sumie taki niepewny układ nie może trwać długo ale w sumie czy to źle? Może tak jest lepiej, nie będę miała okazji się rozczarować ale za to dość szybko znudzi mi się coś takiego i przy pierwszej lepszej okazji z niego zrezygnuję. No ale znów jeśli zaczęlibyśmy ze sobą chodzić to ciekawe ile czasu to potrwa? Zresztą czy to ma jakieś znaczenie? Właściwie to czego ja się boję? Przecież tu nie ma żadnego problemu. Wszystko zależy od Piotrka będzie dalej zdradzać zainteresowanie moją skromną osobą to bardzo opierać się nie będę, to przecież całkiem przyjemne posiadanie chłopca, przecież lubię te przytulenia, pocałunki, staranie się o tego kogoś. Ale znów jeśli poczuję że to pomyłka to po prostu zerwiemy i koniec. Gorzej jeżeli jednemu się to spodoba a druga osoba będzie miała dość. To jest to jedyne ryzyko ale w sumie jeśli o mnie chodzi to ja się dość szybko oswajam z nowymi sytuacjami ale znów to ja nie chciałabym go zranić jeśli mi się znudzi.
Znów wpadłam w romantyczny nastrój wszystko przez muzykę z Robin Huda, to jest piękne, och żeby kiedykolwiek przeżyć coś takiego, naprawdę się zakochać. Na razie mogę tylko zatonąć w tym nierzeczywistym świecie, gdyby nie muzyka to chyba bym zwariowała. Ona jednak w pewnym sensie potrafi wypełnić tą ogólną pustkę. Gdzie jest ta prawdziwa miłość i wolność? Gdzie te książkowe romanse? Jeśli kiedyś tego nie zakosztuję będę wiecznie nieszczęśliwa. Skoro chcę mieć wszystko, poznać cały świat z każdej strony muszę przede wszystkim poznać tez uczucie miłości. Dlaczego to się wydaje takie nierzeczywiste? Dlaczego wszystko czego doświadczam jest takie płytkie, zwyczajne i nic nie znaczące? Ale tak właściwie to czego ja pragnę, czy nie przeceniam możliwości tego świata? Może jednak to życie to jest coś zupełnie zwyczajnego. Nawet miłość jest zwykłym uczuciem, które w końcu się pojawia zwykle do ludzi którzy nam się podobają. Ale kiedy i gdzie ja znajdę to uczucie? Nawet to najzwyklejsze? Możliwe, że jego początki miałam już wiele razy ale nigdy nie udało mi się ich rozwinąć. Zostawione, niedorobione dzieci, które giną zanim zobaczą światło dzienne. Co zrobić, żeby wyhodować w sobie prawdziwe uczucie, które wyjdzie w końcu z ukrycia, które eksploduje i wreszcie mnie uszczęśliwi? Chyba zbyt komplikuję sprawę. Po prostu muszę się kiedyś zakochać z wzajemnością i już. A teraz co kim mógłby być dla mnie Piotrek? Tylko kolega z którym mogłabym trochę "pochodzić". Możemy razem tańczyć, chodzić do kina, rozmawiać ale to raczej nie ma żadnej przyszłości. Ja przecież nic do niego nie czuję. Lubię go, jest chłopcem więc i jego bliskość byłaby dla mnie przyjemna ale to nie to. Chociaż przecież muszę czymś zapełniać ten mój światek.

No comments: