Monday, February 7, 2011

92.02.19

Ja się załamię, już dziś sprawa studiowania w warszawie stoi pod znakiem zapytania. Juz się Artur z mamą przestraszyli, że mogę mieć zbyt dużo swobody. Zaczęli mówić o pieniądzach, że nie będzie ich stać na stancję w Warszawie a u babci byłoby jednak co innego.Tak naprawdę to po prostu boja się, żebym nie została bez kontroli. A mi się już odechciało studiowania we Wrocławiu. W Warszawie miałabym swobodę, przecież bym się nie puszczała, więc o co im właściwie chodzi. Byłoby mi tam o wiele lepiej niż u babci która będzie się denerwować za każdym razem jak spóźnię się na kolację. Naprawdę będę niepocieszona jak postawią na swoim, już mi się naprawdę odwidział ten Wrocław, cholera żeby się jakoś udało. Tam już mam jednego przyjaciela, tam naprawdę byłoby o niebo lepiej. No tak a teraz jeszcze na mnie wrzeszczą, że jak na razie to nie mam jeszcze matury i że jestem w ogóle dziecinna bo nie wszystko w życiu musi być takie jak mi się zamarzy. No pewnie, że mnie to smuci, niby dlaczego mam nie być wściekła? Dlaczego mam od razu zrezygnować i poddawać się temu co oni uznają za odpowiedniejsze. Nie zgadzam się, mam ich w nosie. Wymyślili, że nie stać ich żebym studiowała w Warszawie, biedniejsi ode mnie są na stancjach już teraz kiedy chodzą do średniej szkoły w większym mieście. Nie lubię ich, to wszystko przez Artura, to on tak mąci cały czas, tak się o mnie boi, że zaczyna mi zatruwać życie, mój kochany braciszek. To wszystko jest wkurzające. Koniecznie muszę się spotkać z Gniewkiem, albo chociaż z nim korespondować i się trochę powyżalać. Tylko, że on tez za dużo nie pomoże, och ten mój Gniewek, co on może? Tylko rozweselić mnie od czasu do czasu, on jest naprawdę rozbrajający, tak bym chciała żeby został moim przyjacielem przez całe życie. Z nim wszystko wydaje się takie mniej skomplikowane. Tak go lubię i mam nadzieję, że on czuje to samo, ale skoro napisał taki list, który kosztował go nie mało trudu, to chyba jednak trochę mu na mnie zależy. Muszę jeszcze raz poczytać list od niego a potem może w końcu zabrać się do nauki, chociaż nie wiem czy to ma sens. Z matmy mamy teraz rachunek prawdopodobieństwa a to dla mnie czysta abstrakcja.
Już jedenasta i rzeczywiście nic się nie nauczyłam z matmy z geografii i reszty też nie, z geografii mam jakieś ściągi a na Niemcu zgłoszę nieprzygotowanie ale niestety z matmy dostanę pałę, ale tego się nie da pojąć. Wszystko mi się miesza, te zdarzenia elementarne, modele probabilistyczne, permutacja, kombinacje, drzewka, obłęd! To wszystko jest abstrakcją, szkoda że wcześniej się za to nie zabrałam. Najchętniej nie poszłabym jutro do szkoły ale ten numer nie przejdzie.
Jezu, jakie to wszystko beznadziejne, ja już nie wiem co ze sobą zrobić, jeszcze prawie 7 tygodni do wyjazdu. ja chyba oszaleję, kto wymyślił szkołę? Dlaczego chociaż nie jestem w klasie humanistycznej wtedy wszystko byłoby łatwiejsze, dlaczego ja się muszę tak męczyć? Jeszcze półtora roku toż to tragedia, męczarnie ogólnie dno. Czy młodość musi być tak beznadziejna? Zresztą nie tylko ja mam takie myśli o to co napisał Gniewek: "Musze wyjechać, myślę jeszcze w tym sezonie, jechać znowu do Zakopanego, do Szczyrku, na Stożek, jak się da na święta w marcu, kiedykolwiek. tak siedzieć i ginąć w monotonii to beznadziejne, choć szczerze to i w górach i gdziekolwiek indziej nie jest wiele lepiej. Wszystko jest już zniszczone, zabrudzone i urządzone i zapchane ludźmi, że nawet nie ma gdzie uciekać..ale i tak pojadę. Tydzień większej wolności i rok męki".
Oh Gniewku ty tez należysz do ludzi nie zadowolonych z tego co ich otacza tylko chwilami możemy cieszyć się wolnością, później znów zalewa nas ta beznadzieja ile to jeszcze będzie trwało? ciekawe czy kiedykolwiek się skończy, nie czuję się wolna, ani szczęśliwa, jedyne co mam to młodość i co mi pozostaje? Tylko czekanie.

No comments: