Monday, February 7, 2011
92.02.28
Już miałam bilet i tylko przez to, że pociąg jest o 5 rano mamie się odwidziało i nie pozwoliła mi jechać. W tej chwili jej nienawidzę. Dlaczego każdy mój krok jest tak bardzo uzależniony od nich? A potem i tak mówią na mnie, że to ja nie mam sumienia, że to ja jestem wstrętna i nie myślę o rodzinie. Dlaczego ja nie mogę po prostu wsiąść do tego pociągu i pojechać? Tak bardzo chciałam się spotkać z Gniewkiem, połazić z nim po Warszawie, porozmawiać o spływie i o wszystkim a teraz to wszystko stało się niemożliwe. Teraz zawiozą mnie jak gęś do teatru i z powrotem, i pewnie nigdy nie będę już miała możliwości żeby tam pojechać. A mama teraz mi tylko wyrzuca, że nie dość, że oni płacą za mnie takie sumy to ja mam ich słuchać i nie mam nic do gadania, i że oni mi tyle dają a ja nawet niczym nie potrafię się zrekompensować bo nawet uczę się źle. Czyli jestem po prostu ich więźniem, albo raczej pieskiem, który dostaje jeść ale pod warunkiem, że jest grzeczny i posłuszny. czasem nie dziwię się ludziom którzy uciekają z domu i starają się sami sobie radzić. Takie życie w niewoli jest nic nie warte. Wiecznie tylko być posłusznych i okazywać wdzięczność za ich ogromną dobroć, ta ich cholerna nadopiekuńczość, nienawidzę ich za nią. Jak ja wytrzymam jeszcze tyle lat. Czuje się podle już chyba gorzej nie można, już nic nie widzę przez łzy. Nienawidzę tej ich miłości do mnie. Oni są nie do zniesienia, przecież ja mam prawie 18 lat, ile jeszcze mogę tak żyć? A wszystko poszło właściwie o kilka minut bo jak pojechałabym o 5 rano to na zachodni 10 minut drogi stąd a pociąg jest 5 20, spokojnie bym zdążyła, ale nie mama twierdzi, że w żadnym wypadku. Mogłam jej w ogóle nie mówić o której jest ten pociąg. Wszystko przez to, że jestem zbyt prawdomówna, gdybym skłamała ze jest o 5 30 to może by mnie puściła. I po co ja powiedziałam prawdę? To już nie pierwszy raz się uczę, że w życiu nie opłaca się być szczerym. Po prostu się nie opłaca. Skoro tak to będę kłamać, proszę bardzo, sami tego chcieli. Będę kombinować ile się da. Przecież to w sumie beznadziejne jakie ja mam układy w domu. Nawet Piotrek się śmiał jak poszliśmy w tajemnicy do kina bo rodzice podnieśli wrzawę, że ja zamiast się uczyć włóczę się po kinach. Dlaczego ten świat jest tak potwornie urządzony, dlaczego wszyscy maja takie wielkie wymagania. Nie stać mnie na to żeby być dobra uczennicą nie mam w sobie ani tyle zdolności ani zapału, a każdy z moich kolegów i koleżanek ma jakieś własne życie, są bardziej swobodni, chodzą do klubów, dyskotek, kin i nikt nie robi im z tego powodu wyrzutów a u mnie co chwila piekło w domu. Poszłam do kina wieczorem, gadanie. W zeszłym roku zrobiliśmy zakończenie roku szkolnego, wszyscy mogli się bawić do rana a ja musiałam być w domu przed 11 i też była rodzinna dyskusja nade mną chyba do pierwszej nad ranem. To straszne mieć takich nadopiekuńczych rodziców. Niby mama stara się to jakoś racjonalnie tłumaczyć, że jeszcze w czerwcu jak będą wolne dni to mogę się wybrać do tej Warszawy i wujka ale jak ich znam to tylko takie gadanie i pewnie nigdzie nie pojadę aż do wakacji. Listownie to wszystko jest inne, Gniewek w ogóle zapomni jak wyglądam, i w ogóle nie będzie chciał pojechać na ten spływ a tak jeśli byśmy się zobaczyli wszystko byłoby inaczej. W ogóle czuję, że to wszystko pójdzie w niepamięć i stracę mojego przyjaciela. Przed chwilą mama prosiła żebym otworzyła drzwi bo ma dla mnie kolację powiedziałam ze to nie ma sensu bo nie mam ochoty jeść ale jak już tak prosiła to w końcu otworzyłam i wzięłam bo mówiła że to jej obowiązek. Tak piesek został nakarmiony to był ten spełniony obowiązek, już nawet nie chce mi się ich nienawidzić. ja już nic nie czuję po prostu zrezygnowałam, jeszcze ryczę jak bóbr ale co mi tam, już na niczym mi nie zależy. Właściwie czym ja się przejmuję to i tak nie ma sensu i tak nic nie zmienię. Po prostu dalej muszę czekać i czekać aż w końcu umrę tu z żalu i tęsknoty za czymś więcej. Już zaczynam nienawidzić tego życia. Chociaż ono jest podobno takie wspaniałe i powinnam być za nie wdzięczna Bogu, zwłaszcza, że jestem zdrowa i niczego mi nie brakuje. A ja nie potrafię się cieszyć i nic na to nie poradzę. Dalej będę gnić, siedzieć w każde popołudnie w pokoju i udawać, że się uczę. I będę tak siedzieć aż do usranej śmierci bo jak pojadę studiować do Wrocławia to z babcią będzie podobnie. A później kiedy będę wracać do domu będę musiała robić torty dla swojego brata i żyć tak czekając nie wiadomo na co. No i czyż to moje życie nie jest bez sensu? Jeżeli tak dalej będzie to po prostu zacznę pić albo brać narkotyki albo popełnię samobójstwo bo nie wytrzymam. Ale w takim razie po co ja się tak męczę po co chodzę do tego liceum po co mam iść na trudne studia skoro i tak w życiu do niczego ciekawego nie dojdę i tak nic naprawdę wspaniałego w nim nie znajdę. Już w moim kraju to na pewno ten kraj nie ma żadnej przyszłości, cała gospodarka jest ruiną prezydent jest głupkiem, reszta to też dziwni ludzie chcący się jedynie obłowić a pewnie za granicą też nie jest łatwo czegoś dokonać. Podobno nasze studia tam się nie liczą czyli wszystko to jest bez sensu, no i po co ja żyje, po co?
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment