Moje stosunki w domu uległy znacznej poprawie. Dziś mama już żartowała i stwierdziła, że to wina wieku i że ona w tym czasie była podobna. Czyli nie udało mi się zerwać kontaktu z rodzicami. Dalej się kochamy i wszystko jest po staremu. We wtorek mama i tak jedzie do sanatorium i zobaczymy się dopiero przed moim wyjazdem do Francji. Teraz czekają mnie jedynie przejścia z ciocią ale to dopiero za 10 dni.
Byłam dziś w kościele i ksiądz czytał coś o alkoholizmie i narkomanii, to w związku z postem. Słuchając tego kazania o tym co może stać się przyczyną takich nałogów dochodzę do wniosku, że ja już dawno powinnam być albo narkomanką albo przynajmniej alkoholiczką. Te wymieniane przyczyny to; pustka światopoglądowa, czy coś tam z wartościami nie pamiętam dokładnie, brak wiary w życie, brak odpowiedzialności, a już wiem chodziło też o pustkę egzystencjalną. Piękne określenie, no i to wszystko to przecież ja. To naprawdę zastanawiające dlaczego jeszcze nie popadłam w nałogi. Jeszcze ta niechęć do życia i do społeczeństwa. Ja przecież miewam takie stany ogólnej niechęci do wszystkiego łącznie z sobą, ale może przez to że nie trwa to non stop to jeszcze w miarę normalnie żyję. Ale kto wie gdyby nie muzyka, w miarę spokojne życie w domu, to chyba już dawno bym popadła w te nałogi. Ale i tak mówiąc nieładnie ten post mam przerąbany. Najpierw mam osiemnastkę u Sebastiana i tam raczej będę piła alkohol i bawiła się bez większych oporów. A potem jadę do Francji a tam już we ogóle zapowiada się wesoło. No to będę miała karnawał w trakcie postu. Wybacz mi to Boże, ale co ja poradzę, że tak mi się to układa. Na dodatek uwielbiam muzykę "The Doors" z ich bulwersującymi i gorącymi tekstami. Ostatnio tylko ich słucham, są bezkonkurencyjni. A przekleństwa w języku angielskim jakoś w ogóle nie robią na mnie wrażenia i mam ochotę pieprzyc to wszystko razem z nimi. To miała być przenośnia, bo na sex to jeszcze nie czuję potrzeby, co innego ,że mam ochotę czasem się trochę całować ale nie mam z kim i jak. Zresztą robić to bez sensu i z byle kim to żadna radość. Jakoś trudno mi sobie wyobrazić z kim mogłabym to robić. Piotrek niby nawet próbował u Przemka ale to było jakieś śmieszne, z Tomkiem znów zerwałam kontakt a z nim to mogłoby być nawet przyjemne, z tym romantykiem co chciałby, żeby się o niego starać, nie ma mowy, niech on dzwoni jeśli ma ochotę. No i Gniewek, nie powiem z nim to by mogło być niezłe. Chociaż w górach to raczej byliśmy kumplami, chociaż raz jak upadliśmy to było to trochę jak w filmie taki moment kiedy właśnie nadchodzi chwila romantycznego pocałunku no ale dla nas nie nadeszła. szybko wstaliśmy i było po wszystkim, on jest też trochę pocieszny. Ma duże usta i trochę wystające ząbki no i nosi te zabawne lenonki. On cały jest zabawny ale może właśnie dlatego tak go polubiłam. Teraz muszę dostać list od niego i odpowiedź w sprawie spływu. tak bym chciała, żeby się zgodził ale to bardzo niepewna sprawa. jak do tej pory nic mi się z nim nie układa, nawet ani razu nie mogłam się do niego dodzwonić. Dla czego ja tak lubię tego dziecinnego, zabawnego leniwego chłopca? Na dodatek niezbyt pięknego, średnio bogatego, nie rokującego zbyt wielkich nadziei, nie czytającego dużo, nie chodzącego do teatrów i wyznającego filozofię wojaka Szwejka, którego zresztą nie czytałam ale widziałam jeden odcinek filmu, który zresztą zbytnio mi się nie podobał. I to właśnie jego lobię najbardziej, może dlatego, że jest tak samo beztroski jak ja, nie obchodzą go wielkie rzeczy tego świata. Tyle, że on jest jedynakiem i ma większe możliwości. Jeśli on ma potrzebę wyjazdu to po prostu prosi rodziców i dają mu pieniądze i sobie jedzie, a ja nie mam już tak komfortowej sytuacji. Chociaż jednak udało mi się wyrwać w góry. Żeby się też tak udało ze spływem bo jednak z bratem to nie to samo. On jest zbyt nerwowy a to na spływie bardzo przeszkadza. Żeby ten Gniewek już napisał on jednak czasem jest troszeczkę zbyt flegmatyczny oprócz tego jest świetny bo to się łączy z wszystkim co lubię ale jednak trochę zaangażowania i zapału tez by się przydało. Ale i tak musiało mu zależeć bo w ostatni dzień na narty wziął kartki i długopis, bo mu wcześniej powiedziałam, żeby napisał do mnie kiedyś karteczkę z życzeniami świątecznymi. No i w ogóle starał się raczej być ze mną niż uciekać. I miał czasem rozbrajające wypowiedzi. Na przykład kiedyś coś tam powiedziałam że Niemiec za którym Ola tak zawzięcie chodziła powinien umrzeć ze śmiechu, to Gniewuś od razu tak to skojarzył, że skoro ja się śmieję będąc przy nim to pewnie też dlatego, że on za mną chodzi. Zresztą wcale nie chodził, bez przesady ale to mnie jakoś rozbroiło. On w ogóle zawsze stawiał mnie w sytuacji, że to ja jestem ta "piękna i wspaniała" a on to ten co niczego nie potrafi. Ale ja też mu opowiadałam o swoich pałach, kompleksach, braku widoków na przyszłość, lenistwie i braku powodzenia. Może dlatego on starał się siebie tak obniżać, żebym ja poczuła się lepiej. On zawsze był dla mnie miły i robił wszystko, żebym była wesoła. Szkoda, że dopiero w ostatnie dni byliśmy razem na początku nie potrafiliśmy się podejść. On jeździł ze swoją cioteczną siostrą a ja miałam tych rożnych adoratorów. I sam trzymałam się z daleka. Jak to dobrze, że wtedy wpadliśmy na siebie na stoku. No i w Sylwestra to jakoś tak najwięcej się poznaliśmy. Wtedy miałam taką wielką ochotę tylko z nim rozmawiać i on też. Nie zapomnę nigdy tego słupka pod którym stałam i rozmawiałam z nim o bezsensie życia. Obok wciąż kręcił się jeszcze ten Jarek i ciągle zmuszał mnie do tańczenia z nim, wtedy też stwierdził, że jestem kokietką. Ale on mi się nie podobał i ten taniec z nim to nie było to, znacznie wolałam moje rozmowy z Gniewkiem. Chyba wtedy zdałam sobie sprawę, że to właśnie z tym chłopcem czuję się najlepiej. A teraz może już wszystko się skończyło. Ale może Gniewek jeszcze mnie nie zapomniał może też chce, żeby to jakoś przetrwało. Wszystko teraz zależy od listu.
Tuesday, February 8, 2011
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment