Po wyjściu z kościoła natknęłam się na Marka z Przemkiem. Oczywiście napomknęli coś o mnie, Marek powiedział, że obsmarował mnie już u Przemka, to był żart ale i tak wiem, że o mnie gadali, bo Przemek na koniec krzyknął - o ty pijaczko! Długo nie rozmawialiśmy bo Marek zaraz uciekł a Przemek poszedł szukać Izy swojej aktualnej dziewczyny. Naprawdę powinnam sobie dać z nim spokój on zalicza się do kolejnych zwiewających, to przykre, że jakoś nie mogę z tymi ludźmi nawiązać choćby najmniejszego kontaktu. Znów zaczynam się odizolowywać od otoczenia. Wcale tego nie chcę ale jakoś nie potrafię zbliżyć do siebie tych ludzi. Trochę mi smutno, że jestem taka osamotniona naprawdę nie mam tu żadnych przyjaciół. Rok temu o tej samej porze byłam wesoła i zaczynałam wierzyć, że to życie może być przyjemne, miałam choć chwilowego ale jednak przyjaciela może to za dużo powiedziane ale jednak nie czułam się taka samotna. Chociaż Tomek to było tylko takie złudzenie, przecież rzeczywistość to te kilka spotkań ale wtedy przez moment miałam jakiś cel, nawet nie to ale jednak on był jakimś punktem odniesienia, wokół niego obracało się moje życie, uwalniał mnie od tej pustki, która teraz niezmiennie mnie otacza. Teraz zostaje mi już tylko upijanie się, zdarzyło mi się to dopiero 3 razy i w sumie cały czas miałam nad sobą kontrolę, byłam tylko bardziej beztroska i zapominałam na chwilkę o tym moim pod każdym względem niedopełnionym życiu.
Jednak ja wcale nie mam oziębłej natury tak naprawdę bardzo szybko można we mnie wywołać chociaż początek uczucia. Ten moment kiedy zaczynam o kimś myśleć, kiedy ktoś zaczyna mi się podobać, kiedy zaczynam odczuwać sympatię. Ale tak to już jest że tam gdzie lokuję tego rodzaju uczucia nie słyszę odzewu. Możliwe, że jakbym się uparła mogłabym zbliżyć do siebie właśnie tych ludzi ale ja tego nie potrafię. Im bardziej ktoś mi się podoba tym mniej staram mu się to okazać. Nie uciekam od tej osoby staram się być miła, tak jak do wszystkich ale nic więcej. I to jest w sumie tragedia, może przez to nigdy nie znajdę tej mojej miłości, bo tak bardzo boję się zacząć coś pierwsza, dlatego jestem skazana na oferty tych którzy sami pierwsi coś we mnie zobaczyli. Jak do tej pory była to dość mizerna garstka i to akurat tych, do których nie jestem w stanie niczego poczuć.
Wczoraj poczytałam sobie swoje stare pamiętniki były bardzo dziecinne, płytkie, rzeczowe i weselsze. Z wiekiem robię się po prostu smutniejsza, te wszystkie niespełnione marzenia coraz bardziej rosną, nawarstwiają się a skoro jest ich coraz więcej potrafią wywołać stan niekończącej się frustracji. Nie wiem jak długo to wytrzymam, teraz to już z nawet nie mam o kim myśleć. Jednak ten brak zainteresowania i powodzenia jest głównym powodem stanu w jakim się teraz znajduję. No bo po co mam się przejmować ludźmi dla których praktycznie nie istnieję, dla marka na pewno nie istnieję, jestem jak powietrze, Gniewek tez się mną zbytnio nie przejmuje, Tomek tez szybko zrezygnował, dla nich wszystkich się nie liczę to czemu miałabym się nimi przejmować? Oni mieszkają na innych planetach, które od czasu do czasu przysuwają się w pole widzenia ale oni nawet nie obejrzą się za tą moją planetą stojąca gdzieś na uboczu. Za mną patrzą tylko ci, którzy powinni znaleźć się w zupełnie innym układzie słonecznym bo w moim nie ma dla nich miejsca, dlatego powinni jak najszybciej zniknąć, bo nie chcę im zrobić krzywdy, chociaż gdyby nawet ich zabrakło to już zupełnie nic by mi nie zostało. Stałabym się już całkowicie niewidzialna i przeźroczysta. Dlaczego to wszystko jest tak beznadziejnie ułożone dlaczego nic na świecie nie jest takie jak bym chciała?
Friday, February 11, 2011
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment