Mój stan jest co najmniej niepokojący. Zupełnie nie mogę się do niczego zmusić, zero koncetracji, rozmywam się, ogarniają mnie jakieś niespełnione marzenia, wspomnienia i co tam jeszcze moge wymyśleć. Już zupełnie głupieję i rzygać mi się chce na wspomnienie szkoły. To po prostu straszne. Wszystko przez to , że nie mam nikogo kto by mnie zdopingował, kto by chciał żebym sobie radziła choćby i w szkole, kto by mnie całował. Nie mam nikogo takiego i nie mogę zapomnieć, że właśnie tego potrzebuję.
Ta Marta jest jednak śmieszna, zadzwoniłam do niej i wyżaliłam się trochę, że nie mogę się wziąć w garść po tej Francji i że mi źle bo nie mam żadnego chłopca, to ona mina to, że mogłabym chodzić gdzieś razem z nią i tym jej nowym Marcinem. W charakterze kogo, przyzwoitki!? O nie, zgłupiała chyba, niby coś zaczęła, że to też sposób na poznanie kogoś to jakaś bzdura a że ona jest nienormalna z tą swoją bojaźnią przebywania z chłopcem sam na sam to juz nie moja wina. Powiedział że mogłabym też napisać kartkę do Michała, jeszcze czego niby z jakiej racji mam do niego pisać. Jak ona może w ogóle coś takiego proponować, jak przyjedzie będzie miły to się zobaczy. Na pewno nie będę się o niego starać. Ja chyba jestem jakaś dziwna, muzyka mnie podnieca, uwielbiam tańczyć, uwielbiam robić nieprzyzwoite figury wszystko co erotyczne, dzikie i nieobliczalne. W domu nie potrzebuję alkoholu żeby się świetnie bawić a już na prywatkach tak zatańczyć mogę już tylko po kilku drinkach, zresztą wtedy to zachowanie jest wytłumaczalne, przecież nie muszę pokazywać, że ja taka wariatka jestem naprawdę, raczej nie zrozumieją. Zresztą w tłumie jestem bardziej spięta i nawet nie potrafię się całkiem wyzbyć hamulców żeby wpaść w trans.
Puściłam sobie polski rock i jakoś tak przypomniałam sobie Gniewka, szczególnie jedna piosenka T.Lcve "Warszawa" bardzo pasuje mi do niego. Szkoda że nie spotkałam go w tej Warszawie on już pewnie powoli mnie zapomina.
To jednak prawda, że człowiek nie jest nic wart bez miłości. Ja przynajmniej urodziłam się po to , żeby kochać i to pewnie dlatego jest mi tak źle, że nie mam tego uczucia na kogo przelać. Mam go już spory zapas ale jakoś wcale nie jest tak łatwo po prostu kogokolwiek nim obdarzyć. Ja się boję okazać albo nawet przyznać samej sobie, że mogłabym się zakochać. Nie chcę dać z siebie nic bo nie mam pewności czy to właśnie ten. Ale w życiu może niekoniecznie może istnieć tylko ta jedna wielka prawdziwa miłość. Może miłość jest w nas i możemy ją rozdawać każdemu bo przecież w zamian otrzymujemy to samo a jeśli nie to wciąz możemy tym samym uczuciem obdarzyc kogoś innego, aż w końcu będzie to juz ten ostatni najlepszy i na zawsze. Więc czego ja się boję? czemu nie chcę się przyznać, że kogoś kocham, że ktoś mi się bardzo podoba? Może dlatego że to pojęcie "kocham" urosło w mojej głowie do jakiś kolosalnych rozmiarów i wydaje mi się wręcz świętokradztwem wypowiedzenie tego słowa. Ja w ogóle nie wierzę, że miłość jest gdzieś blisko, że ktokolwiek może mnie kochać i ja też. W końcu już trzy osoby 3 chłopców powiedziało mi, że mnie kocha a ja to w duchu wyśmiałam, nie uwierzyłam, wydało mi się to jakieś śmieszne naciągane, bez sensu. Chociaż w dwóch przypadkach to było sztuczne nie sądzę żeby ani Michał P ani Piotrek naprawdę mnie kochali, podobałam im się jakiś czas i tyle. A Ronan jak mi powtarzał, że mnie kocha to jednak do tej pory słyszę jego slowa, ale kiedy mnie spytał czy ja też go kocham to nie potrafiłam tego powiedzieć. Dlaczego ja to biorę tak poważnie? Co ze mnie za romantyczka, taka ostrożna, mam wrażenie że pragnąc tej miłości omijam ją na wszystkie możliwa sposoby. A może miłośc nie jest jakimś wydumanym uczuciem, może zaczyna się właśnie tak prosto od tego, że ktoś mi się podoba? I wtedy wystarczy chcieć uwierzyć w to uczucie, nie odrzucać go ale próbować zatrzymać, pielęgnować. Zwłaszcza, że wiem, ze bez miłości jestem do niczego. Tak urodziłam się żeby kochac i być kochaną nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Właściwie dlaczego miłość nie może być podstawowym celem w życiu? Czy to rzeczywiście zbyt mało takie nic? A właśnie że ja po to żyje żeby kochać i już. I tylko to ma tak naprawdę jakąś wartość. Chociaż miłość jak na razie w ogóle nie kojarzy mi się z małżeństwem a tym bardziej dziećmi, domem rodzinnym ogniskiem. Dom mam już teraz, to nie tego na razie oczekuje od miłości. Teraz miłośc musi być zupełnie wolna, bez żadnych ograniczeń, obowiązków. Miłość to rozmowy, przytulenia, pocałunki, pieszczoty, myślenie o sobie, to obecność drugiej osoby, wspólna wędrówka, wzbogacanie i umilanie sobie życia. Tak cudownie byłoby razem spędzać wakacje, razem podróżować, robić zupełnie zwariowane rzeczy. Tylko pytanie z kim?
Tomek już przestał się odzywać, Gniewek mieszka aż w Warszawie i też mało cos reaguje, Ronan mieszka we Francji i na dodatek ma dziewczynę, Marek w ogóle nie wykazuje zainteresowania i prędzej znajdzie wspólny język z Wioletą no i jeszcze Michał, który w tej chwili wydawałby się najodpowiedniejszy ale nie wiem, czy on mnie potraktował poważnie. Zupełnie nie wiem tez jak będzie się zachowywał po powrocie z Francji ale i on mi się troszkę spodobał i ja mu chyba trochę też i lubimy się więc może by tak spróbować uwierzyć?
Sunday, February 13, 2011
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment