Monday, March 21, 2011

92.06.04

Przyszedł list od Artura on jest jednak świrnięty. Wypisuje, że musi tam walczyć na tym statku bo każdy czyha tylko żeby zrobił jakiś błąd i żeby go wyrzucić. Poza tym znów zaczął swoją dyskusję umoralniającą głównie mnie i mamę, że życie jest twarde i nie można być takim beztroskim marzycielem i że owszem jak sobie zarobię to mogę jeździć i do Paryża a nawet do Honolulu ale na razie to nawet w liceum sobie nie radzę. Przesadza jakoś zdam a na ocenach po prostu mi nie zależy nie chce mi się i już. Czy to tak trudno zrozumieć, że dochodzenie do czegokolwiek ciężką pracą i wysiłkiem może nie być rzeczą nie wywołującą naturalnego wewnętrznego sprzeciwu? A właśnie że ja to olewam i będę beztroska i zwisa mi praca czy zaspakajanie jakiś głupich ambicji bycia najlepszym, ja moge być dobra tylko w tym co naprawdę polubię i to też do czasu dopóki sprawia mi to przyjemność. No ale cóż pod tym względem bardzo różnię się od mojego braciszka. Czasem trudno jest zrozumieć niektórych ludzi właściwie to o co im chodzi?

No comments: