Sunday, April 10, 2011
92.07.03
Byłam na zamku na poezji śpiewanej, oczywiście nikogo nie spotkałam, okropnie zmarzłam i w sumie nić aż tak ciekawego nie było, jutro ma być "Czerwony Tulipan", ale już jutro to chyba nie będzie mi się chciało iść. Biedny tatuś znów musiał po mnie wyjeżdżać o pierwszej w nocy, już mu chyba oszczędzę i nie pójdę więcej, chyba że dziewczyny mnie namówią. jednak samej wcale to nie jest takie przyjemne, do tego typu imprez potrzebni są zanjomi, właściwie to żałuję, ze w ogóle poszłam, wywaliłam w błoto 40 tyś a to w końcu aż 4 piwa. Ale ma przeliczniki niech mnie kaczka kopnie. W ogóle przez to wyjście znów zdałam sobie sprawę jaka jestem cholernie sama. mam nadzieję, ze to się trochę odmieni po 11 lipca ale to tylko moje niesmiałe życzenia, zreszta i tak kończące się w sierpniu. Beznadziejne to wszystko. Nic mi już nie pozostaje tylko picie na kolejnych imprezach i trochę szaleństwa.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment