Coś zaczynam wątpić w to ostatnie spotkanie z Tomkiem. Zwłaszcza, że wysiadł telefon, także nawet jeśli jeszcze jest w Olsztynie to raczej małe szanse na kontakt. O matko jak ja przetrzymam ten okropny rok? Zupełnie nie wiem z czego mam zdawać maturę ustną czy z matmy, czy geografii czy może historii? Ja w ogóle nic nie wiem i juz zaczyna mnie przerażać ta wizja matury. Jednak chciałabym ją już mieć z głowy w tym roku. Wtedy mogłabym pojechać do Paryża, bo inaczej nici, znów cały rok w domu. W Warszawie albo Paryżu powinno byc o wiele lepiej. Przede wszystkim poznałabym nowych fajnych ludzi, w Paryżu to na pewno. Jak Tomek opowiadał to tam ludzie są naprawdę super. Może razem z nimi nurkowałabym w oceanie, albo pływała na desce surfingowej, w ogole bycie z nimi byłoby fantastyczne. Uwielbiam poznawać nowych ludzi chcę żeby wreszcie coś się działo, mam dośc tej olsztyńskiej atmosfery.
Tylko, że najpierw muszę jeszcze zdać tą cholerną maturę. Trochę mi smutno, że już pewnie nie spotkam sie z Tomkiem a co będzie jak on o mnie zapomni? To nie będzie przyjemne, nie lubię tak łatwo tracic ludzi na których zaczyna mi choć trochę zależeć. Chociaz np Gniewek nadal jest moim znajomym, chociaż już prawie rok minął od naszego ostatniego spotkania. W międzyczasie tylko raz sie widzieliśmy jak byłam w Warszawie a poza tym prawie zupełnie nic tylko 1 list i 2 kartki. To raczej niewiele ale jeśli brać pod uwagę, że to jest Gniewek to i tak dużo. Zwłaszcza że był taki fajny kiedy byłam w Warszawie. Od razu przyjechał i zajmował sie mną od rana do wieczora. Był kochany szkoda tylko że potem nie chciało mu się zadzwonić i poinformować mnie o swoim wyjeździe i o tym, że nie będzie mógł nigdzie ze mną pojechać tam gdzie go zapraszałam. Może uznał, że wszystko załatwi i wyjaśni kartka z Włoch, no i właściwie załatwiła. W sumie to nie mam się do czego przyczepić. Poczytałam sobie wszystkie listy of Ronana. On jest jednak bardzo fajny to są naprawde romantyczne, miłosne listy a na dodatek jest w nich też autentyczna sympatia. Tak Ronan jest moim przyjacielem, dalekim ale jest, a w pisaniu listów jest po prostu bezkonkurencyjny. Podobnie w odgadywaniu moich potrzeb, pomimo tych barier językowych on mnie lepiej rozumie od tych wszystkich Polaków. Wspaniały jest ten nasz listowny romans. Oboje normalnie zyjemy zapominając o sobie ale w listach stajemy sie sobie najbliższymi przyjaciółmi. Juz się przyzwyczaiłam do tego, że on raczej zawsze ma jakąś dziewczynę. Zresztą ja w międzyczasie też nie żyję w duchowym celibacie. Ale to nie stanowi, to co nas łączy nie ma nic wspólnego z wierną miłością. Wtedy to chyba uświerklibysmy oboje zyjąc tylko listami i nadzieją na rychłe spotkanie.
Monday, April 7, 2014
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment